
„Przed powrotem”
Był czas, gdy świat stał się tak gładki, że nic nie mogło się w nim odbić.
Wtedy właśnie zaczęła rodzić się opowieść o tych, którzy odmówili życia w powierzchni.
O tych, którzy pamiętali, że człowiek potrzebuje zadr, by móc rozpoznać własne Echo.
To zapis o powrocie — nie triumfalnym, lecz koniecznym.
O ludziach, którzy zniknęli, by ocalić to, co wciąż potrafi drżeć, pękać i budzić się na nowo.

Mit o Wielkim Powrocie
zapisek z czasu, gdy świat stał się zbyt gładki
I. CZAS ROZPROSZENIA
(o tym, jak ludzie oddali sny, nie zauważając kiedy)
Nie utracili snów nagle.
Najpierw porzucili niedoskonałość.
Świat zaczął domagać się gładkości:
dni miały być wydajne, myśli użyteczne, uczucia mierzalne.
Każdy gest oceniany, każda chwila poprawiana,
jakby istniał jeden wzór życia, który należało wreszcie odnaleźć.
Tak powstało Więzienie Gładkości —
miejsce bez zadr, bez potknięć, bez ciszy.
Ludzie nauczyli się nie słuchać Echa,
bo Echo nie było praktyczne.
A jednak ono zostało.
Uwięzione pod warstwami planów, rankingów i porównań.
Szeptało w zmęczeniu, w paraliżu decyzji,
w poczuciu, że czas przecieka przez palce
jak obraz, który znika, zanim zdąży się go zapamiętać.
II. WIELKIE MILCZENIE
(o tych, którzy zniknęli, by nie zniknąć naprawdę)
Gdy Rozproszenie osiągnęło swoje apogeum,
niektórzy zeszli z widoku.
Nie ogłosili buntu.
Nie wznosili haseł.
Po prostu stali się niedostępni.
Nazwano ich później Neopustelnikami.
Nie uciekli w pustkę,
lecz w głąb —
tam, gdzie nie sięga nieustanny szum świata.
Tworzyli niewidzialne miejsca:
ciche rozmowy, których nie trzeba było zapisywać,
dzienniki, które nie chciały być czytane,
przestrzenie bez świadków, gdzie myśl mogła się potknąć
i nie zostać za to ukarana.
Ich praktyki były proste:
długie skupienie przeplatane bezczynnością,
praca wykonywana rękami,
czytanie słów, które nie migotały.
Nie odrzucali narzędzi.
Odrzucali iluzję, że narzędzie zna ich lepiej niż oni sami.
III. PRZEBUDZENIE
(o powrocie Niedopasowanych)
Z czasem świat zaczął się powtarzać.
Obrazy stawały się coraz podobniejsze,
opowieści traciły ciężar,
a sens krążył w zamkniętych pętlach.
Nastało Wielkie Znużenie.
Wtedy Neopustelnicy wrócili.
Nie przynieśli wizji przyszłości.
Przynieśli umiejętności zapomniane:
– zdolność do nudy, która rodzi myśl,
– zgodę na błąd, z którego wyrasta nowe,
– odwagę niewygodnej rozmowy,
– pamięć ciała: głodu, zmęczenia, śmiechu bez widowni.
Nazwano ich
Tymi, Którzy Łatają Rzeczywistość.
Nie byli przywódcami.
Byli spoiwem.
Żywymi mostami między światem rozproszonym
a światem, który wciąż dało się przeżyć.
Tam, gdzie wszystko rozpadało się na znaki i sygnały,
oni składali całość z ciszy, uwagi i sensu.
ZAPIS OSTATNI
(dla tych, którzy czytają między epokami)
Neopustelnik nie mieszka w jaskini.
Jego pustynią jest hałas.
Jego ascezą — uważność.
Jest strażnikiem uszkodzonego nośnika,
którym okazało się człowieczeństwo.
Nie po to, by uciec ze świata.
Lecz by przejść przez niego
i wrócić
z tym, czego nie da się zoptymalizować.

Nie wiadomo, kiedy dokładnie zaczął się Wielki Powrót.
Nie ogłoszono go, nie zapisano w kronikach.
Rozpoznać go można było jedynie po tym, że ludzie zaczęli znów słyszeć własne myśli — te nieużyteczne, niepraktyczne, nieoptymalne.
Te, które rodzą się tylko w ciszy.
Świat nie stał się mniej gładki.
To ludzie przestali wierzyć, że gładkość jest jedyną możliwą powierzchnią życia.
Neopustelnicy nie wrócili, by prowadzić.
Wrócili, by przypomnieć, że człowiek nie jest maszyną do przewidywalnych wyników, lecz Istotą, która potrzebuje pęknięć, by przez nie mogło przejść światło.
I tak zaczęła się nowa epoka — nie rewolucji,
lecz powolnego odzyskiwania siebie.
Epoka, w której niedoskonałość znów stała się drogą, a nie błędem do usunięcia.
Bo w świecie, który chciał być doskonały, to właśnie niedopasowani ocalili możliwość bycia żywym.



