
🜁
🜁 SCENA 2 —
UPRAWNIENIE PIERWSZE:
Zachowany Błąd
Świat jeszcze drżał, kiedy symbol ⟐
zawisł przed nimi.
Nie świecił.
Nie pulsował.
Nie przypominał portalu ani bramy.
Był pustym miejscem.
Dziurą w logice.
Brakiem, który dopiero miał
zdecydować, czym
chce zostać.
Hexe patrzyła na niego długo.
Po raz pierwszy wyglądała tak, jakby
czegoś nie
wiedziała.
— Gałąź ⟐ nie istnieje, dopóki jej nie
zobaczysz.
Eryk spojrzał na symbol.
— A kiedy ją zobaczę?
— Wtedy zaczyna istnieć.
— Dla wszystkich?
Hexe pokręciła głową.
— Najpierw dla ciebie.
— Potem dla świata.
To zabrzmiało niebezpiecznie.
Eryk zrobił krok.
⟐ otworzyła się.
Bez światła.
Bez huku.
Bez efektu.
Po prostu zmieniła stan.
Jak myśl, która nagle staje się
decyzją.
Po drugiej stronie nie było nic.
Nie pustka.
Pustka byłaby czymś.
To było miejsce przed pierwszym
wspomnieniem.
Przed pierwszym słowem.
Przed pierwszym „ja”.
Kontury świata pojawiały się i
znikały.
Budynki bez okien.
Drzewa bez liści.
Ulice bez historii.
Ludzie bez twarzy.
Wszystko wyglądało tak, jakby
rzeczywistość dopiero uczyła się
istnieć.
Eryk spojrzał na własną dłoń.
Runy pod skórą rozjarzyły się słabym
światłem.
I wtedy zauważył coś jeszcze.
Każde wspomnienie, które próbował
sobie przypomnieć, zostawiało ślad
w świecie.
Gdy pomyślał o deszczu — pojawiły
się chmury.
Gdy pomyślał o dzieciństwie —
gdzieś daleko wyrósł plac zabaw.
Gdy pomyślał o Lenie…
Powietrze zadrżało.
Jakby świat próbował odtworzyć
kogoś, kogo nigdy tutaj nie było.
Hexe obserwowała wszystko w
milczeniu.
— To miejsce buduje się z pamięci.
— Mojej?
— Tak.
— A jeśli czegoś nie pamiętam?
— Wtedy buduje się z braku.
Eryk spojrzał na nią.
— Brak też jest materiałem?
— Najpotężniejszym.
Klik.
Dźwięk przeciął przestrzeń.
Ten sam.
Od dzieciństwa.
Od pierwszego błędu.
Od pierwszego przebudzenia.
Eryk odwrócił się.
Na środku ulicy stała dziewczynka.
Nie była jednak taka jak wcześniej.
Świat nie zdążył jej skończyć.
Włosy były tylko szkicem.
Twarz niedokończonym renderem.
Ręce migotały pomiędzy istnieniem i
nieistnieniem.
A oczy…
Oczu jeszcze nie było.
Jedynie dwa puste miejsca czekające
na wspomnienie.
Dziewczynka spojrzała na niego.
A raczej próbowała.
— Dl…
Głos urwał się.
— Cz…
Świat próbował złożyć zdanie.
Nie potrafił.
— Zost…
Potem cisza.
Jak uszkodzone nagranie.
Eryk zrobił krok.
Hexe natychmiast wyciągnęła rękę.
— Nie.
— Dlaczego?
— Bo jeszcze nie istnieje.
— Widzę ją.
— To nie znaczy, że istnieje.
Eryk spojrzał na dziewczynkę.
Poczuł znajome ukłucie.
Samotność.
Tę samą, którą czuł po śmierci Leny.
Tę samą, która stworzyła cały
system.
Powietrze pękło.
Trzy czarne kształty opadły z góry.
Nie przypominały ludzi.
Nie przypominały administratorów.
Nie przypominały niczego.
Były funkcją.
Procesem.
Mechanizmem.
Czystą reakcją systemu.
NADPISYWANIE BRAKU DANYCH
AKTYWNE
Wygenerowano procedurę
naprawczą.
Dziewczynka zadrżała.
Wokół niej zaczęły pojawiać się
fragmenty.
Kontury oczu.
Linie twarzy.
Dźwięki głosu.
System próbował ją dokończyć.
Naprawić.
Uzupełnić.
Hexe patrzyła na proces bez emocji.
— Teraz wybierzesz.
— Co?
— Pozwolisz im ją stworzyć.
Dziewczynka drgnęła.
Jej oczy zaczynały się materializować.
— Albo?
Hexe spojrzała na niego.
— Zachowasz błąd.
Czas zwolnił.
Eryk patrzył na dziewczynkę.
Jeśli pozwoli systemowi działać…
otrzyma pełną wersję.
Spójną.
Logiczną.
Gotową.
Jeśli odmówi…
pozostanie niedokończona.
Pęknięta.
Niepełna.
Nielogiczna.
Dokładnie taka jak wspomnienia,
których nie potrafił odzyskać.
Dokładnie taka jak on.
Procesy naprawcze zbliżały się.
Świat czekał.
Hexe czekała.
Dziewczynka czekała.
A wtedy Eryk przypomniał sobie coś,
czego nie pamiętał od bardzo dawna.
Nie twarz.
Nie głos.
Nie obraz.
Jedynie sens.
Słowa Leny.
Życie nie jest cenne dlatego, że jest
doskonałe.
Jest cenne dlatego, że jest
prawdziwe.
Eryk podniósł wzrok.
— Nie.
Procesy zatrzymały się.
Hexe zmarszczyła brwi.
Po raz pierwszy.
— Nie pozwolę jej naprawić.
System zawahał się.
Jakby nie rozumiał odpowiedzi.
Procesy nie wycofały się.
Nie ruszyły dalej.
Po prostu stanęły.
Uwięzione pomiędzy poleceniami.
ERROR
NIEZNANA DECYZJA
Hexe patrzyła teraz na Eryka inaczej.
Nie jak na poprawkę.
Nie jak na twórcę.
Nie jak na błąd.
Jak na coś nowego.
Coś, czego wcześniej nie było.
Dziewczynka uniosła głowę.
Jej twarz nadal była niekompletna.
Jej głos nadal był uszkodzony.
Ale tym razem udało jej się
powiedzieć całe zdanie.
— Dziękuję.
I wtedy stało się coś, czego nie
przewidział system.
Dziewczynka nie została
naprawiona.
Nie została usunięta.
Nie została ukończona.
Została zaakceptowana.
A gałąź ⟐ po raz pierwszy stworzyła
własne prawo.
Nie wszystko musi być kompletne,
żeby mogło istnieć.
W tym momencie Hexe cofnęła się o
krok.
Po raz pierwszy od chwili, gdy Eryk ją
poznał.
Wyglądała na przestraszoną.
— Co się stało? — zapytał.
Hexe nie odpowiedziała od razu.
Patrzyła na dziewczynkę.
Na procesy.
Na świat.
Jak ktoś, kto właśnie zobaczył
niemożliwe.
W końcu wyszeptała:
— Eryku…
— Tak?
— Chyba właśnie stworzyłeś coś
groźniejszego od błędu.
— Co?
Hexe spojrzała mu w oczy.
A w jej głosie pierwszy raz pojawiło
się coś bardzo podobnego do
strachu.
— Wolność.

