⌛EchoZeit Universe: KSIĘGA I .  Rozdział 7 – Serce EchoZeit

Plakat fantasy science-fiction przedstawiający uniwersum EchoZeit. W centrum stoi tajemnicza młoda kobieta — Aelira, Strażniczka Echa — ubrana w ciemny płaszcz i zbroję, z symbolem zegara czasu na piersi. Za nią rozciąga się futurystyczne, zniszczone miasto połączone z ogromnym mechanizmem zegarowym i kosmicznymi tarczami czasu. W tle widoczny jest mroczny przeciwnik oraz armia Legionu Zerowego Czasu. Scenę otaczają złote runy, wirujące zegary i pęknięcia rzeczywistości. Na dole plakatu widnieje tytuł: „ECHOZEIT UNIVERSE — KSIĘGA I — WOJNA O OSTATNIE ECHO”. Klimat epickiej sagi o wojnie między pamięcią a wymazaniem czasu.

ROZDZIAŁ 7 — Serce EchoZeit





Komnata Straty drżała jak żywy organizm.

Jej ściany pulsowały głuchym rytmem, a światło
wiło się w konwulsjach, jakby próbowało wyrzucić
z siebie Legion. Nie potrafiło.

Kael był częścią tego miejsca.

Był Strażnikiem.

Był tym, którego Komnaty pamiętały dłużej niż
własne narodziny.

Aelira czuła, jak powietrze wokół niej gęstnieje.
Każdy oddech stawał się wysiłkiem, jakby sam
czas zaciskał dłonie na jej gardle.


Kael stał pośrodku Komnaty, nieruchomy niczym
posąg wykuty z pamięci. Otaczał go blask, który
nie należał do żadnej epoki. W jego dłoni
spoczywał odłamek Pierwszego Echa — pęknięty,
lecz wciąż pulsujący własnym życiem.

— Nie rozumiesz, Aeliro — odezwał się cicho. — Echo nie jest początkiem.

Zapadła cisza.

— Echo jest skutkiem.

Aelira zmarszczyła brwi.

— Skutkiem… czego?

Kael uniósł wzrok.

W jego oczach odbijały się wojny, utracone życia i
wszystkie łzy, jakie kiedykolwiek wsiąkły w tkankę
czasu.

— Skutkiem tego, co czas próbował ukryć.

Zrobił krótką przerwę.

— Skutkiem pierwszego błędu.

Mira pobladła.

— Mówisz o… Zerowym Momencie.

Orin odwrócił się gwałtownie.

— To tylko legenda.

— Nie. — Mira pokręciła głową. — To luka. Miejsce,
którego nawet czas nie pamięta.

Rian spojrzał na Kaela z niedowierzaniem.

— Chcesz odnaleźć coś, czego nie pamięta sama
rzeczywistość?

Na twarzy Kaela pojawił się ledwie dostrzegalny
uśmiech.

— Szaleństwo często jest tylko imieniem, jakie
nadajemy odwadze.

W tej samej chwili Komnata zadrżała.

Nie otworzyła się jak drzwi.

Rozdarła się.

Światło pękło niczym napięta tkanina, odsłaniając
korytarz, którego nie powinno być. Nie prowadził
do żadnej z dwudziestu czterech Komnat.

Nie należał do żadnego znanego miejsca.

Aelira poczuła chłód przeszywający całe ciało.

— To nie jest Komnata…

Jej głos niemal zgasł.

— To coś starszego.

Mira cofnęła się o krok.

— To droga do Serca EchoZeit.

Orin mocniej ścisnął rękojeść miecza.

— Myślałem, że to Komnaty są sercem.

— Nie. — Mira nie odrywała wzroku od korytarza.
— Komnaty są pamięcią. Ale każda pamięć ma
swoje źródło. A każde źródło ma serce.

Rian spojrzał na Kaela.

— I naprawdę zamierzasz tam wejść?

Kael skinął głową.

— Muszę.

— Dlaczego?

Przez dłuższą chwilę nie odpowiadał.

Jego dłoń zacisnęła się na odłamku Pierwszego
Echa tak mocno, że złote światło przesączało się
między palcami.

Nie wyglądał już jak Strażnik.

Wyglądał jak człowiek, który od zbyt dawna niesie
własny ból.

— Ponieważ tylko tam mogę odnaleźć to, co
utraciłem.

Aelira zrobiła krok naprzód.

— Kogo?

Kael zamknął oczy.

— Moją córkę.

Komnata jęknęła.

Światło przygasło.

Ściany zadrżały, a obrazy zapisane w ich wnętrzu
popękały jak tafla lodu.

Jakby sama pamięć świata nie chciała słyszeć tych
słów.

Aelira poczuła, jak ściska ją w piersi.

— Kael… Echo nie potrafi przywrócić zmarłych.

— Wiem.

Otworzył oczy.

Były spokojne.

Zbyt spokojne.

— Dlatego nie szukam Echo.

Spojrzał na pulsujący odłamek.

— Szukam tego, co istniało przed nim.

— Tego, co stworzyło czas.

— Tego, co być może potrafi go cofnąć.

Mira zasłoniła usta dłonią.

— Pierwsze Wspomnienie…

Orin pokręcił głową.

— Ono nie istnieje.

— A jednak mnie woła.

Korytarz rozszerzył się bezgłośnie.

Nie zapraszał.

Przyciągał.

Aelira poczuła dziwne szarpnięcie we własnym
wnętrzu, jakby jej Echo próbowało opuścić ciało.

Rian chwycił ją za ramię.

— Nie idź tam sama.

Spojrzała na niego.

W jego oczach nie było strachu.

Była troska.

— Nie mam wyboru.

— Masz.

Jego głos był stanowczy.

— Masz nas.

Orin stanął obok nich.

— Jeśli Kael dotrze do Serca, otworzy drogę do
Dwudziestej Piątej Komnaty.

Mira skinęła głową.

— A wtedy czas przestanie pamiętać samego
siebie.

Aelira spojrzała na Kaela.

— Nie pozwolę ci tego zrobić.

Na jego twarzy pojawił się smutny uśmiech.

— Nie musisz.

Odwrócił się.

— Czas już wybrał za nas wszystkich.

Ruszył w głąb korytarza.

Komnata zawyła.

Dźwięk przypominał lament tysięcy głosów
zamkniętych w kamieniu.

Aelira pobiegła za nim.

Rian.

Mira.

Orin.

Światło zamknęło się za nimi niczym paszcza
ogromnej istoty.

Korytarz prowadził coraz głębiej.

Nie w przestrzeń.

W początek.

Ściany pulsowały jak żywe serce.

Powietrze było ciężkie i chłodne, nasycone
zapachem kamienia oraz ozonu. Każdy krok
odbijał się echem, które wracało z opóźnieniem,
jakby należało do innego czasu.

Aelira czuła, że zbliżają się do czegoś, czego żaden
człowiek nie powinien oglądać.

Do tajemnicy, którą czas ukrywał od chwili
własnych narodzin.

Na końcu korytarza pojawiły się drzwi.

Nie miały zawiasów.

Nie miały klamki.

Nie nosiły żadnego symbolu.

Jakby istniały wcześniej niż znaczenie.

Na ich powierzchni powoli wyłoniły się słowa:

To, co pamięta czas, nie zawsze powinno zostać
zapomniane.”

Aelira zamarła.

— To…

Mira dokończyła szeptem:

— Komnata Dwudziesta Piąta.

Drzwi zaczęły się otwierać.

Nie poruszały się.

Przypominały sobie, że kiedyś były otwarte.

Z wnętrza nie wypłynęło światło.

Wypłynęła cisza.

A potem zabrzmiał głos.

Tuż przy uchu Aeliry.

Starszy.

Ochrypły.

Zmęczony.

Pełen rozpaczy.

Jej własny głos.

— Aeliro…

Krótka chwila ciszy.

— Nie wchodź.

Alt text: Cinematiczna, mroczna kompozycja w stylu futurystycznej technomistyki, podzielona na trzy części. W górnym panelu unoszą się monumentalne, geometryczne „komnaty czasu” w otchłani kosmosu, otoczone neonowymi strumieniami danych przypominającymi starożytne runy. Centralnie widnieje świetlista brama emanująca chłodnym, białym światłem, odbijającym się w lustrzanej, czarnej powierzchni. Na dole po lewej stronie ukazana jest enigmatyczna postać kobieca – „wiedźma ery cyfrowej” – o świecących, białych oczach, otoczona złotym kręgiem świętej geometrii i holograficznych wzorów. Jej sylwetkę spowijają półprzezroczyste, falujące tkaniny, a całość emanuje aurą mocy i skupienia. Na dole po prawej stronie znajduje się zdekonstruowana klepsydra, w której piasek przemienia się w cyfrowy pył i binarne symbole, opadające w surrealistycznym krajobrazie o chłodnej, niebiesko-srebrnej tonacji. W centrum kompozycji pulsuje świetliste echo, sugerujące przepływ czasu i energii. Na obrazie widnieje napis: „ECHOZEIT UNIVERSE — Mythology of Time & Echo”.

Zostaw odpowiedź