⌛EchoZeit Universe: KSIĘGA I .  Rozdział 18 – Zejście do Komnaty 25

Plakat fantasy science-fiction przedstawiający uniwersum EchoZeit. W centrum stoi tajemnicza młoda kobieta — Aelira, Strażniczka Echa — ubrana w ciemny płaszcz i zbroję, z symbolem zegara czasu na piersi. Za nią rozciąga się futurystyczne, zniszczone miasto połączone z ogromnym mechanizmem zegarowym i kosmicznymi tarczami czasu. W tle widoczny jest mroczny przeciwnik oraz armia Legionu Zerowego Czasu. Scenę otaczają złote runy, wirujące zegary i pęknięcia rzeczywistości. Na dole plakatu widnieje tytuł: „ECHOZEIT UNIVERSE — KSIĘGA I — WOJNA O OSTATNIE ECHO”. Klimat epickiej sagi o wojnie między pamięcią a wymazaniem czasu.

ROZDZIAŁ 18

Zejście do Komnaty 25


Nie zdążyli odetchnąć po odejściu Cienia, gdy
ziemia pod ich stopami zapadła się jak pękająca
skorupa.

Aelira krzyknęła, tracąc równowagę. Pierwsze Echo
wystrzeliło z jej dłoni snopem błękitnego światła,
rozświetlając przepaść, która otworzyła się pod
nimi jak rozdzierający się żywy organizm. Ściany
pulsowały, oddychając, a z głębi dobiegał dźwięk
przypominający odległy, zniekształcony śpiew.

Łapcie się! – wrzasnął Orin.

Wbił tarczę w skałę z taką siłą, że runy na jej
powierzchni rozbłysły ostrym, białym światłem.
Jego druga ręka chwyciła Mirę za nadgarstek, gdy
zaczęła się osuwać.

Rian już skakał. Przeskoczył nad pękającą szczeliną,
wylądował na stabilnym gruncie i jednym płynnym
ruchem naciągnął łuk.

Aelira! Echo!

Pierwsze Echo, wyrwane z jej dłoni, nie spadło w
głąb. Zawisło nad przepaścią, pulsując jak serce,
które nie może zdecydować, czy chce bić.

Aelira wyciągnęła rękę, ale była za daleko.

Wtedy Echor rzucił się naprzód.

Jego forma rozciągnęła się, tracąc ludzkie kontury.
Oplotła Echo jak żywy całun. Przez ułamek
sekundy wyglądał jak wirujące światło, które
wessało błękitny promień, a potem – z hukiem,
który wstrząsnął powietrzem – odrzucił Echo
prosto w dłoń Aeliry.

Trzymaj je! – jego głos był zdyszany, jakby samo
to działanie kosztowało go połowę sił. – Ono…
reaguje na coś w dole.

Aelira zacisnęła palce na Echu. Jej ramię drżało od
nadmiaru energii, ale nie puściła.

Mira, wciągnięta przez Orina na stabilny grunt,
spojrzała w dół. Jej twarz była blada, ale oczy –
szeroko otwarte.

Widzę coś – wyszeptała. – Pod nami. To nie jest
martwe. To czeka.

Czeka na co? – warknął Orin, ustawiając tarczę
pionowo, jak barierę przeciwko rozszerzającej się
szczelinie.

Na nas – powiedziała Mira. – To Brama. On, Który
Się Obudził, otworzył ją, żebyśmy mogli wejść.

Rian zmarszczył brwi, ale nie opuścił łuku.

Pułapka. Jak w trzeciej linii czasu. Wchodzisz,
drzwi się zamykają i zostajesz na zawsze.

Tylko że my mamy Echo – przerwała mu Aelira. –
A ono nas wzywa. Jeśli nie pójdziemy, będziemy
uciekać do końca. A jeśli pójdziemy…

Będzie gorzej – mruknął Orin.

Albo lepiej – powiedziała Mira. – Zależy, jak
bardzo chcemy wiedzieć, kim on jest.

Wszyscy zawahali się. Nawet Echor, którego forma
migotała na krawędziach jak drżący płomień.

W oddali, wśród ruin Aelionu, narastał szum.
Legion Zerowego Czasu już wiedział, że coś się
zmieniło.

Echo w dłoni Aeliry przestało pulsować. Świeciło
równomiernie, jak latarnia wskazująca drogę.

Schodzimy – powiedziała. – Orin, osłaniaj tył.
Rian, pierwszy. Mira – szukaj dróg. Echor – jeśli
stracę Echo, ty je łapiesz. Idziemy.

I skoczyli.

W głębi

Upadek trwał dłużej, niż powinien. Ściany
przepaści mijały ich jak pionowe rzeki, a w ich
wnętrzu Aelira dostrzegała kształty – zarysy miast,
które nie istniały, twarze, które znikły, zanim je
nazwano. To było jak podróż w głąb Pamięci
Świata.

Wylądowali miękko – na czymś zimnym i lśniącym,
jak piasek z rozbitego szkła. Nad nimi szczelina
była już tylko świetlistym punktem, jak daleka
gwiazda.

Komnata 25.

Echor rozpoznał ją natychmiast.

To nie jest miejsce – powiedział cicho. – To jest
pytanie, które przybrało formę.

Przestrzeń była ogromna. Ściany – jeśli można je
tak nazwać – składały się z zawieszonych chwil.
Przezroczyste kieszenie powietrza, w których
unosiły się sceny: ktoś śmiejący się przy ognisku,
dziecko biegnące przez pole, starzec zamykający
oczy po raz ostatni. Wszystko trwało, zamknięte w
bąblach.

Rian dotknął jednego czubkiem strzały. Bąbel
drgnął. Scena się powtórzyła – ale inaczej. Dziecko
się potknęło. Upadło. Nie wstało.

To reaguje – mruknął Rian. – To nie są
wspomnienia. To są linie czasu.

Nie dotykajcie niczego – powiedziała Aelira.

Za późno.

Orin dotknął bąbla tarczą.

Runy zapłonęły jaskrawą czerwienią. Komnata
zadrżała. Bąble zaczęły pękać jeden po drugim,
wypuszczając na wolność swoje sekundy. Aelira
zobaczyła tysiące wersji tego, co mogło się
wydarzyć. Wszystkie jednocześnie.

Zatrzymaj to! – krzyknęła Mira.

Nie mogę! – Orin szarpnął tarczę, ale runy wpiły
się w nią jak żywe. – Ona… czyta mnie. Czyta nas
wszystkich.

Tarcza drżała w jego dłoniach. Nie on ją trzymał –
ona trzymała jego.


W jednym z pękających bąbli Orin zobaczył siebie,
klęczącego nad czymś, czego nie zdołał ochronić.
Komnata nie pokazywała przyszłości. Pokazywała
jego lęk.

Aelira rzuciła się naprzód z Pierwszym Echem.
Zetknęła je z powierzchnią tarczy. Runy zbladły.
Bąble zwolniły.

W jednym z nich zobaczyła twarz.

Dziecko. Chłopiec. Przerażony.

On nie był świadomy – wyszeptała. – Kiedy
pierwszy raz usłyszał Echo… nie rozumiał. Zamknął
się tu, żeby to zrozumieć. Ale nigdy nie wyszedł.

Uwięziony? – Rian odwrócił się.

Przez siebie – powiedziała Mira. – Komnata 25 nie
jest twierdzą. Jest klatką. Stworzył ją, żeby chronić
innych przed tym, czego się bał.

Wtedy Komnata odpowiedziała.

Głos, Który Nie Należał, rozległ się z wewnątrz nich
samych.

Przyszliście. Myślicie, że chcecie prawdy. Ale
prawda jest taka: ja nie obudziłem się z własnej
woli. Wyście mnie obudzili. A teraz, kiedy tu
stoicie… wy też jesteście w klatce.

Ściany zaczęły się przesuwać. Bąble zbliżyły się,
tworząc labirynt.

Rian! Droga! – krzyknęła Aelira.

Rian spojrzał na skrzyżowanie bąbli. Widział swoje
martwe linie czasu. Widział te, w których przeżył. I
te, w których został strażnikiem.

Tutaj! – rzucił się w prawo.

Biegli. Komnata zmieniała się jak żywy organizm.
Korytarze otwierały się i zamykały. Bąble pękały,
uwalniając fragmenty przeszłości, które żądliły ich
umysły.

Orin osłaniał tył. Runy płonęły.

On nie chce nas zatrzymać! – krzyknął. – On chce,
żebyśmy zobaczyli!

Ściana otworzyła się. Komnata 1. Narodziny czasu.
On – młodszy, kruchy, ale rozpoznawalny.

On chce, żebyśmy zrozumieli – powiedziała Mira.

Aelira zatrzymała się.

Przestańmy uciekać.

Podniosła Echo.

– Słuchaj mnie – powiedziała. – To nie jest twoja
klatka. To jest twoja obrona. Ale już nie musisz się
bronić. Możesz wybrać.

Komnata zadrżała. Bąble zwolniły.

I wtedy zobaczyli go.

Każdy inaczej.

Aelira – mędrca. 
Rian – żołnierza. 
Mira – dziecko. 
Orin – wojownika, który przegrał. 
Echor – siebie.

Wybieram – powiedział. – Wybieram wyjść.

Komnata rozpadła się z westchnieniem.

Powrót


Znaleźli się na powierzchni. Nocne niebo nad
ruinami Aelionu było czyste. Gwiazdy pojawiały się
jedna po drugiej.

On stał przed nimi. Już nie jako zagrożenie. Jako
obecność.

Dokąd pójdziesz? – zapytała Aelira.

Zobaczę, co znaczy być częścią odpowiedzi,
zamiast być całą odpowiedzią – powiedział. – Może
znajdę miejsce w twojej Konstelacji.

– W Konstelacji zawsze jest miejsce dla kogoś, kto
potrafi wybrać – odpowiedziała.

Na skraju Międzyświatu zabłysło światło. Nie
ostrzeżenie. Nadzieja.

Echor podszedł do Aeliry.

Odzyskałem część imienia – powiedział. – Resztę
odzyskam, kiedy zrozumiem, kim chcę być.

Aelira położyła dłoń na jego ramieniu.

To dopiero początek.

Mistyczna latarnia z kryształów, stojąca na skalistym wybrzeżu, jest pierwszym symbolem EchoZeit — miejscem, w którym pamięć świata styka się z czasem, a światło przecina ciemność jak pulsar technomistyki. Z jej szczytu emanuje błękitno‑fioletowy promień, rozszczepiony na spiralę energii, która splata: pamięć Morza, sny Zegarów, pęknięcia Śladów, formę Echoru, gasnącą Nadzieję, spojrzenie Oka, i pierwszy Czarny Ślad wojny. Nad latarnią rozciąga się Droga Mleczna, a zorza polarna w odcieniach zieleni, turkusu i fioletu tworzy mapę Międzyświata — przestrzeni, w której rodzą się imiona i w której giną. Po lewej stronie, wzdłuż złotego podziału, widnieje półprzezroczysty napis: ECHOZEIT UNIVERSE Mitologia Czasu ✦ Pulsar Technomistyki ✦ W tle, wśród gwiazd, ukryty jest delikatny wzór pulsara — sygnał Ostatniego Echa, widoczny tylko dla tych, którzy potrafią patrzeć głębiej. Ta latarnia jest centralnym archetypem EchoZeit. Jest bramą, pieczęcią, wejściem i celem. To wokół niej splatają się wszystkie opowieści, wszystkie Komnaty, wszystkie imiona i wszystkie wojny. Tutaj zaczyna się Leksykon. Tutaj zaczyna się EchoZeit.

Zostaw odpowiedź