⌛EchoZeit Universe: KSIĘGA I .  Rozdział 36 – Po Drugiej Stronie

ROZDZIAŁ 36

Po drugiej stronie


„Drzwi nie pytają, ile osób przechodzi. Pytają tylko, czy ktoś zostaje po tej stronie, żeby pamiętać, że przeszliście.”

— Kroniki EchoZeit





1.

Klamka była ciepła.

Nie tak, jak srebrna linia pod skórą. Inaczej. Jak
dłoń, która długo czekała i wreszcie została
rozpoznana. Położyłem na niej lewą rękę. Linia
zapłonęła od razu — nie ostrzegawczo, lecz
prowadząco. Jakby wreszcie wiedziała, dokąd iść.

Aelira stała tuż za mną. Nie puściła mojej prawej
dłoni.

— Razem — powiedziała tylko.

Skinąłem.

Pchnąłem drzwi.

Nie otworzyły się szeroko. Raczej wciągnęły. Chłód
przeszedł przez skórę, ale tym razem nie szukał
wspomnień. Sprawdzał coś innego — czy idę sam,
czy ktoś idzie ze mną. Za moimi plecami słyszałem
kroki. Jedne. Drugie. Trzecie. Całą załogę.

Woda została za nami.
Światło srebrzyste też.
Został tylko próg i to, co było po drugiej stronie.



2.

Nie było komnaty.

Była przestrzeń, w której czas stał inaczej — jakby
ktoś wyjął z niego oddech i położył go na bok.
Powietrze pachniało starym drewnem, solą i
czymś słodkim, jak chleb, którego nikt już nie
upiecze. Pod stopami czułem nie deskę i nie
kamień. Raczej zagęszczoną pamięć.

Widać było ślady.

Odciski stóp. Różne. Niektóre małe. Niektóre
głębokie. Niektóre urwane w pół kroku. Porzucone
rzeczy: kawałek liny, zardzewiała klamka, strzęp
płaszcza, który kiedyś był szary. Głosy, które nie
należały do nas, unosiły się na granicy słyszalności
— jak echa, które nie wiedzą, że już nie powinny
brzmieć.

Serce Burzy biło teraz tutaj.
Wolniej. Bliżej.
Jakby przeszło razem z nami.

Rian uniósł łuk, ale nie napiął cięciwy.
Orin opuścił topór niżej niż zwykle.
Mira trzymała Nóż Bliskości blisko ciała.
Echo w dłoni Aeliry świeciło równo, złotem
stabilniejszym niż od wielu dni. Nie drżało. Po raz
pierwszy od dawna wydawało się, że miecz
odnalazł swój rytm.

Jasio stanął obok mnie i spojrzał przed siebie.

— Ścieżki się zmieniły — powiedział cicho. — Teraz
rozgałęziają się dopiero tutaj.



3.

Szliśmy powoli.

Nikt nie mówił dużo.
Zielarka co jakiś czas poprawiała woreczki z
ziołami, jakby sprawdzała, czy wciąż pachną
lasem. Lira niosła harfę tak, żeby struny nie
zahaczały o nic. Brenn szedł z laską, stukając nią
co kilka kroków — nie ze zmęczenia, lecz jakby
mierzył odległość, której nie dało się zmierzyć.
Eldrin trzymał się blisko Tavisa. Echor szedł w
milczeniu, dłoń wciąż na piersi, jakby pilnował
imienia. Karl trzymał się skraju grupy. Nie
odchodził. Ale też nie wchodził w środek.

Po jakimś czasie — nie wiedziałem, czy długim —
Aelira zatrzymała się.

Wyjęła z sakwy małą manierkę. Resztkę naparu,
który Zielarka ugotowała poprzedniego wieczoru.
Podała najpierw mnie, potem Jasiowi, potem
Orinowi. Orin wziął łyk i podał dalej. Nikt nie liczył.
Po prostu pili.

Rian poprawił mi kaptur, który zsunął się na oczy.
Nie powiedział nic.
Tylko skinął.

To były małe rzeczy.
Ale w tej przestrzeni, gdzie czas stał i patrzył, małe
rzeczy ważyły więcej niż zwykle.



4.

Pojawił się bez dźwięku.

Strażnik — albo coś, co nosiło jego płaszcz i jego
oczy. Stał kilka kroków przed nami, tam gdzie
ścieżki zaczynały się rozchodzić. Twarz miał tę
samą: zmęczoną istnieniem, nie wiekiem. Oczy
jasne i bardzo stare.

Patrzył nie na mnie.
Na nas wszystkich.

— Weszliście razem — powiedział. Głos nie niósł
się echem. Po prostu był. — Drzwi to przyjęły. To
zmienia reguły.

Nikt nie odpowiedział od razu.

Tavis odezwał się pierwszy.

— Jak?

Strażnik spojrzał na srebrną linię na mojej dłoni,
potem na dłonie innych — na te, które trzymały
broń, harfę, laskę, zioła, chleb.

— Dług nie znika — powiedział. — Ale nie musi
spoczywać na jednym. Możecie nieść go razem.
Albo ktoś i tak zostanie. Drzwi pamiętają obie
możliwości.

Jasio zrobił krok naprzód.

— Która ścieżka jest prawdziwa?

Strażnik prawie się uśmiechnął. Prawie.

— Ta, którą wybierzecie i nie porzucicie po drodze.

Potem zniknął. Nie odszedł. Po prostu przestał być
w tym miejscu. Ale na chwilę — zanim przestał —
spojrzał na Karla. I skinął.

Karl nie drgnął. Ale widziałem, że jego dłoń
zacisnęła się na chwilę mocniej.



5.

Przestrzeń drgnęła.

Ścieżki, które widział Jasio, nagle stały się
wyraźniejsze — srebrzyste linie biegnące w kilku
kierunkach. Jedna prowadziła prosto, w stronę
odległego, chłodnego światła, które mogło być
Eterem. Inne skręcały, obniżały się, znikały w
cieniu. Między nami a tym światłem leżało coś, co
wyglądało jak pęknięcie. Nie w ziemi. W pamięci.
Ciemna, migocząca rysa, przez którą czasami coś
przebijało — jakby ktoś po drugiej stronie też
próbował przejść.

Karl spojrzał na pęknięcie dłużej niż inni. Jakby
widział w nim coś, co już raz przeszedł. Nie
powiedział nic. Ale jego dłoń zacisnęła się na
chwilę — i puściła.

Srebrna linia na mojej dłoni zapulsowała.
Tym razem nie tylko we mnie.
Czułem, że odpowiada na kroki za moimi plecami.
Na oddechy. Na obecność.

Aelira ścisnęła moją rękę.

— Wiesz, dokąd idziemy?

Rozejrzałem się.
Widziałem twarze. Stare i nowe. Te, które wróciły.
Te, które postanowiły zostać. Karla na skraju. Jasia
tuż obok. Echora z dłonią na piersi. Mirę z nożem.
Orina z toporem. Wszystkich.

— Nie — odpowiedziałem uczciwie. — Ale wiem, z
kim.

Ruszyliśmy.

Ścieżka pod stopami stwardniała.
Światło Eteru zostało w oddali.
Pęknięcie czekało pośrodku.

A srebrna linia na mojej dłoni przestała być tylko
moja. Prowadziła załogę.

Panoramiczna mistyczna mapa Mid-World w stylu aetherpunkowej kartografii i celestycznego fantasy. W samym centrum wznosi się wysoka, krystaliczna latarnia morska, z której emanuje spiralna wiązka niebiesko-fioletowego światła, łącząca cztery strony świata. Na północy rozciągają się pradawne lasy kronik z fioletowo-bursztynowymi świetlistymi ścieżkami. Na wschodzie lśni turkusowe Morze Echa z drewnianymi jednomasztowymi żaglowcami płynącymi pod sierpem księżyca. Południe wypełniają złote geometryczne struktury i kryształowe matryce czasu, a zachód spowija mroczna obsydianowa pustka z unoszącym się popiołem. Całość przecinają świecące szlaki Echa, otaczają ją starożytne runy, róże wiatrów i ozdobna kartograficzna rama, tworząc atmosferę tajemnicy, pamięci i podróży pomiędzy światami.

Dodaj komentarz