⌛EchoZeit Universe: KSIĘGA I .  Rozdział 72 – Żywy Kompas
(opowiedziane przez młodego majtka ze statku Tavisa)

ROZDZIAŁ 72

Żywy Kompas

(opowiedziane przez młodego majtka ze statku Tavisa)

„Kto handluje pamięcią, sam dawno stracił duszę.”

Ostrzeżenie Don Alistera Mateo





1.

Ampułka pękła w moich palcach. Chłodziwo wlało
się pod skórę Arii. Nie krzyknęła. Zacisnęła zęby, a
jej ciało zadrżało, jakby prąd przeszedł przez
mięśnie. Potem — oddech. Głęboki. Pełny.
Pierwszy od dawna.

Platynowy szum na jej ramieniu zbladł. Nie zniknął.
Ale zbladł.

Siedziała naprzeciwko mnie przy stole w Karczmie
Złamanego Horyzontu — tej samej, która stała w
Porcie Złamanego Horyzontu, miejscu, gdzie
statek Tavisa rozbił się o brzeg. Oddychała równo.
Jej oczy były otwarte, ale nie patrzyła na mnie —
patrzyła przeze mnie, jakby sprawdzała, czy wciąż
jestem cały.

Coś się zmieniło – powiedziała cicho. – Patrzysz
na mnie inaczej.

Nie odpowiedziałem od razu.

Bo nie wiedziałem, jak.

Wiedziałem, kim jest. Wiedziałem, że oddałem coś,
żeby żyła. Ale kiedy próbowałem sobie
przypomnieć, dlaczego to zrobiłem… była tylko
pusta plama. Gładka. Zimna. Jak ściana, z której
ktoś starannie zdjął obraz, zostawiając po nim
tylko jaśniejszy ślad na tapecie.

Sięgnąłem po jej dłoń. Zrobiłem to automatycznie
— kciukiem po wewnętrznej stronie nadgarstka,
dokładnie w tym miejscu, gdzie tętno biło najbliżej
skóry. Dopiero po chwili zorientowałem się, że nie
wiem, skąd znam ten gest.

Cofnąłem rękę.

Nie pamiętam – przyznałem w końcu. – Wiem,
że muszę cię chronić. Ale nie pamiętam, jak to się
zaczęło.

Aria nie płakała.
Tylko przez chwilę zamknęła oczy, jakby ktoś
uderzył ją w miejsce, którego nie widać.



2.

Wyciągnąłem notes.

Chciałem zapisać to, co się stało. Żeby chociaż na
papierze zostało coś prawdziwego. Otworzyłem na
pierwszej wolnej stronie. Atrament był zimny —
martwy tusz.

Karmazynowa nitka drgnęła… i zgasła.

Strona została pusta.

Zamknąłem notes. W kieszeni był ciężki i głupi.

Chen obserwował to z drugiego końca stołu, paląc
papierosa. Kiedy gasił go, zawsze przyciskał
niedopałek kciukiem do blatu — wolno, dokładnie,
jakby każda iskra wymagała osobnej egzekucji.

Wycisnąłem z ciebie najczystsze Echo
powiedział spokojnie. – Notes pamięta, że coś
stracił. Ale nie pamięta już, co.

Spojrzałem na niego. Opaska na lewym oku. Blizna
po wyrwanym module Oka.

Dlaczego?

Chen zaciągnął się. Długo.

Bo pamięć jest jedyną prawdziwą walutą,
majtku. Sam kiedyś miałem za dużo. Teraz mam za
mało. System potrafi skopiować wszystko. Twoje
ciało. Twój głos. Twoje odruchy. Ale nie potrafi
skopiować tego, co czułeś, gdy po raz pierwszy jej
dotknąłeś. To jest jedyna rzecz, której nie da się
podrobić. I dlatego jest bezcenna.

Na ułamek sekundy jego zdrowe oko przesunęło
się w stronę opaski. Potem znów było spokojne.

Aria drgnęła.

Nie oddasz niczego więcej – powiedziała. Głos
miała słaby, ale twardy. – Nie dla mnie. Jeśli ktoś
ma tu coś oddawać, to ja. Nie on.

Chen spojrzał na nią z czymś, co mogło być
uznaniem.

Mądra dziewczyna. Ale to nie jej wybór, majtku.
To twój.



3.

Po godzinie Alister Mateo przyszedł się pożegnać.

Stanął w progu, nie wchodząc głębiej. W ręku
trzymał mały, brązowy talizman z kości i kamienia.

Bierz – powiedział. – Brązowe Echo ziemi. Nie
chroni przed systemem. Ale przypomina, że pod
stopami wciąż jest coś, czego nikt nie nadpisał.

Wziąłem go. Kiedy zamknąłem palce, poczułem
niski, głęboki puls.

Alister spojrzał na Chena.

Ten człowiek handluje wspomnieniami. Kto
handluje pamięcią, sam dawno stracił duszę.
Pamiętaj o tym, majtku.

Potem odszedł. Nie oglądał się.



4.

Chen wstał.

Czas iść.

Jego ludzie otoczyli nas bez słowa. Jeden z nich —
wysoki, ze zniekształconą szczęką i blizną przez
całą twarz — cały czas czyścił ten sam krótki nóż.
Ruch był mechaniczny, powtarzalny. Kiedy zbyt
wolno wstałem, pchnął mnie w plecy.

Ruszaj się, kurwa. Nie jesteś tu gościem.

Potknąłem się. Kolana uderzyły o krawędź stołu.
Ktoś zaśmiał się pod nosem.

Aria szła obok mnie. Jej dłoń raz otarła się o moją.
Nie złapałem jej. Nie wiedziałem już, czy wolno.

Gdzie? — zapytałem.

Chen nie odpowiedział. Tylko skinął w stronę
wyjścia.



5.

Szliśmy przez spaloną pustynię Sektora 3.

Niebo było żółte od pyłu. Słońca prawie nie było
widać. Pod nogami chrzęścił popiół. Powietrze
było suche, gorące, pełne metalicznego posmaku.

Chen kazał rozbić obóz na otwartej przestrzeni.
Najemnicy rozpalili ognisko z suchych
krzemowych korzeni. Dym był gęsty i gryzący.

Ten od noża rzucił mi ochłap pod nogi. Spalone,
twarde mięso.

Żryj i nie rycz. I tak masz lepiej niż ci w
kopalniach, szmato.

Złapałem mięso. Nie miałem siły odpowiadać.

Aria usiadła obok mnie. Wzięła kawałek, ale nie
jadła. Tylko trzymała go w dłoniach, patrząc w
ogień.

Siedzieliśmy czarni od ziemi i węgla. Płuca piekły
od dymu. W tle — metaliczne zgrzytanie
łańcuchów, gdzieś daleko, jakby sama ziemia była
w kajdanach. Chen stał z boku, palił i milczał. Jego
ludzie kłócili się o porcje, pluli w ogień, przeklinali
pod nosem. Nikt nie mówił o Echu. Nikt nie mówił
o systemie. Była tylko brudna, zmęczona,
przyziemna ludzkość.

Spojrzałem na swoje dłonie. Były czarne od
popiołu.

Po raz pierwszy od bardzo dawna nie czułem w
sobie nic. Żadnego drgania. Żadnego ciepła. Tylko
pustkę. I głód. I zmęczenie.

A pod tym wszystkim — ledwo słyszalny, głęboki
puls.
Brązowe Echo ziemi.
Pod moimi stopami, pod całym tym popiołem, coś
wciąż biło.

Nie dla systemu.
Dla nas.



6.

Kiedy ogień przygasł, a najemnicy posnęli, Aria
odezwała się.

Dlaczego wciąż przy mnie jesteś, skoro mnie nie
pamiętasz?

Patrzyłem na swoje dłonie. Na notes. Na talizman.

Na ułamek sekundy poczułem zapach ozonu i
starego papieru. I śmiech — krótki, niski, znajomy.
Zniknął, zanim zdążyłem go złapać. Został tylko ból
w mostku, jak po uderzeniu.

Nie pamiętam twojego imienia – powiedziałem.
Nie pamiętam naszego pierwszego dnia. Chen
wyciął to ze mnie.
Ale moje ciało pamięta. Ziemia pode mną pamięta.

Spojrzałem na nią.

Nie umiem cię zostawić.

Aria długo milczała. Potem powiedziała tylko:

To boli bardziej niż pasożyt.

Poczułem, jak talizman na mojej szyi robi się
gorący. Jakby ziemia pod nami wstrzymała
oddech.

Nie wiedziałem, co odpowiedzieć.
Więc nie odpowiedziałem.



7.

Następnego ranka Chen postawił sprawę jasno.

Rozłożył na piachu zardzewiały stół polowy i położył
na nim Mapę Duchów.

Pierwsza dawka była za wspomnienie. Kolejne…
na te musisz zapracować.

Wyjął srebrną ampułkę i postawił ją między nami.

Potrzebuję nawigatora, który czuje Echo Ziemi. I
notesu, który rysuje ścieżki. Zostajesz moim
majtkiem.

Spojrzał na Arię. Jej ramię znów zaczynało lekko
migotać.

Ona zostaje, bo bez regularnych dawek za
tydzień będzie tylko kodem.
Spróbujesz uciekać — przestaję dawać lek. Proste.

Aria otworzyła usta.

Nie dam ci go – powiedziała. – Nie zrobię z niego
twojego niewolnika.
Jeśli ktoś ma tu składać przysięgę, niech będzie
jasne, że robi to pod przymusem. I że ja tego nie
akceptuję.


Chen uśmiechnął się.

Już go zrobiłem. W chwili, gdy włożył ręce w
Chronowizor.

Spojrzał na mnie.

Przysięgnij mi lojalność. Własną krwią. A ona
dostanie drugą dawkę.

Wziąłem nóż. Przeciąłem opuszek palca. Krew była
ciemna i ciepła.

Zamoczyłem palec w Mapie Duchów.

Jedwab zadrżał. Nitki zaczęły pojawiać się na
powierzchni. Ścieżki. Przez Korytarze Zera. Do
Suchego Doksu.

Chen uśmiechnął się po raz pierwszy naprawdę.

Widzisz? Jesteś żywym kompasem. I właśnie
zostałeś kupiony.

Aria patrzyła na mnie. W jej oczach był ból, którego
nie dało się opisać. Odwróciła twarz w stronę
pustyni.



8.

Po południu ruszyliśmy dalej.

Chen zaprowadził nas w głąb Korytarzy Zera.
Tunele były wąskie, pełne Mgły Chłodziwa.

Szedłem pierwszy, z Mapą Duchów w dłoni. Kiedy
ścieżka zaczynała się rozmazywać, ściskałem
talizman. Brązowe Echo odpowiadało niskim
pulsem w stopach i kościach. Mapa znów stawała
się wyraźna.

Aria szła za mną. Jej oddech był płytki, nierówny,
ale wciąż żywy.

Zza ścian — skrobanie.
Ciche. Rytmiczne.
Wyciszacze.

Poczułem, jak pot spływa mi po plecach, mimo
chłodu Mgły Chłodziwa.

Jeden z najemników zaklął cicho.

— Kurwa, słyszycie to?

Nikt nie odpowiedział.
Nie zatrzymałem się.
Nie mogłem.



9.

W nocy, owinięci zniszczonymi płaszczami, Aria
szepnęła:

Tavis i reszta zostali na brzegu. W Porcie
Złamanego Horyzontu. Tam, gdzie była karczma.
My idziemy z nim.

Wiem.

I nie pamiętasz już, dlaczego to robisz.

Leżałem na twardej ziemi. Talizman na szyi pulsował słabo.

Nie pamiętam – przyznałem. – Ale wiem, że nie
cofnę się.

Aria odwróciła twarz w stronę ciemności. Jej ramię
znów zaczynało migotać.

Dlaczego? Skoro nie pamiętasz, dlaczego wciąż
tu jesteś?

Patrzyłem na jej plecy.

Bo moje ciało pamięta. Nawet jeśli ja nie.
A ciało nie kłamie.

Aria nie odpowiedziała.
Ale jej oddech stał się spokojniejszy.



10.

Następnego dnia dotarliśmy do Suchego Doksu.

To nie był port. To była dziura w ziemi — ogromna,
ciemna jama, w której spoczywał statek. Potężny,
zardzewiały, hybryda aetherpunku, czarnego
metalu i żagli, które zamiast wiatru łapały prądy
Echa.

Chen stanął na pokładzie.

Witaj na pokładzie, majtku. Twoja podróż
właśnie się zaczyna.

Aria stała obok mnie. Jej dłoń dotknęła mojego
ramienia — chłodna, drżąca, ale żywa.

Zostawiłem za sobą Tavisa, Aelirę, Alistera,
bezpieczne ognisko, Taniec Jelenia. Zostawiłem wszystko, co było pewne.

Przed sobą miałem tylko Korytarze Zera, statek
Chena i dziewczynę, której imienia nie
pamiętałem.

Ale którą wciąż chciałem chronić.



11.

Statek zadrżał. Silniki ożyły z rykiem. Mgła
Chłodziwa buchnęła z rur. Wciągnęliśmy żagle i
ruszyliśmy w głąb ciemności.

Stałem na dziobie, trzymając mapę. Jedwab
pulsował. Brązowe Echo biło pod stopami.

Aria stała obok mnie. Nie odzywała się.

A ja — młody majtek, który stracił najcenniejsze
wspomnienie — patrzyłem na nią i myślałem:

Nie pamiętam, dlaczego ją kocham.
Nie pamiętam, jak się zaczęło.

Na ułamek sekundy prawie wypowiedziałem jej
imię.
Wypłynęło zza pustej plamy jak bańka powietrza.
Zanim zdążyłem je złapać — zniknęło.

Został tylko smak metalu w ustach i pewność, że
nie przestanę.

Pod nami pulsowało Brązowe Echo.
Przed nami — Korytarze Zera.
Za nami — Port Złamanego Horyzontu, który znikał
w ciemności.

I w tej chwili, po raz pierwszy od bardzo dawna,
notes w mojej kieszeni zadrżał.
Nie od Echa. Od czegoś innego.

Coś, co pulsowało w rytm Brązowego Echa.
Coś, co mówiło: jeszcze nie koniec.

Mapa Mid-World – EchoZeit Universe: panoramiczna, mroczna mapa fantastycznego świata w stylistyce aetherpunk i cyber-mistycyzmu Hexe-OS. W centrum znajduje się wysoka kryształowa latarnia emitująca fioletowo-błękitną wiązkę światła. Na północy rozciąga się Las Kronik ze świecącymi szlakami Echa, na zachodzie Obsydianowa Pustka z Krzemowym Lasem, na wschodzie turkusowe Morze Echa z żaglowym statkiem kapitana Tavisa oraz widoczną na niebie Sferą Archontów. Na południu znajdują się monumentalne wejścia do Komnat Czasu połączone złotymi liniami przypominającymi obwody elektroniczne. Całość otacza ozdobna rama z runami, kodem Hexe-OS i kartograficznymi oznaczeniami.

Zostaw odpowiedź