⌛EchoZeit Universe: KSIĘGA I .  Rozdział 85 – Zadra
(opowiedziane przez młodego majtka ze statku Tavisa)

Rozdział 85 

Zadra

(opowiedziane przez młodego majtka ze statku Tavisa)

„Idąc przez Korytarze Zera, zrozumiałem,
że nasza podróż nie jest ucieczką przed światem.
Jest ucieczką w głąb jego pęknięć.”

Zapisek w notesie majtka


1.

Starzec Zadr podał mi igłę i kawałek szorstkiej
tkaniny.

Była stara. Wytarta. Z jednej strony podarta w
sposób, którego żadna maszyna nie uznałaby za
możliwą do naprawy.

Szyj — powiedział. — Ale nie idealnie. System
kocha gładkość. My karmimy Zadrę.

Usiadłem na zimnej podłodze.
Igła była ciężka, metalowa, z rdzą na końcu.

Pierwszy ścieg — krzywy.
Drugi — jeszcze krzywszy.
Trzeci — tak daleko od linii, że aż śmieszny.

Drewniany palec drżał. Żywica pulsowała razem z
każdym wkłuciem.
Atrament w notesie rozlał się poza linię. Nie
poprawiłem.

Gdzieś pod nami coś zaskrzypiało.
Cichy dźwięk starego mechanizmu, który nagle
przypomniał sobie, że istnieje.

Starzec skinął.

Dobrze. System właśnie zarejestrował błąd,
którego nie potrafi sklasyfikować. Twoja krzywa
linia jest teraz pęknięciem w jego logice.


2.

Tej nocy nie spałem.

Siedziałem z notesem na kolanach i patrzyłem na
szew. Był brzydki. Pełen zadr.
I właśnie dlatego działał.

Około trzeciej godziny — choć w podziemiach nie
było godzin — notes zadrżał.

Karmazynowe nitki ożyły. Zaczęły wirować wokół
moich palców.

Z nitek wynurzył się Wilk Literowy.
Sierść szeleściła jak stare kartki. Po grzbiecie
przesuwały się runy. Oczy miał czarne jak
atrament.

Położył pysk na mojej drewnianej dłoni.
Między zębami trzymał coś małego i zimnego.

Szafirową Runę.

Bierz — szepnął Starzec Zadr z progu. —
Oficjalnie wszedłeś na Drogę. Nie jesteś już tylko
tym, który zapisuje. Jesteś tym, który łata.

Wziąłem Runę.
Była zimna, a potem ciepła — jak krew, która
pamięta.

Wilk zniknął w cieniu, zostawiając na podłodze
gasnące słowa: pamięć, błąd, wolność.


3.

Skrobanie zaczęło się godzinę później.

Najpierw dalekie. Potem bliższe. Rytmiczne.

Wyciszacze Fazy II.

Tavis pojawił się w progu.

Oddech — powiedział cicho. — Tylko oddech.

Weszliśmy w Ciszę, Która Nie Słyszy.

Zwolniłem puls. Serce prawie zamilkło.
Staliśmy w mroku jak puste miejsca.

Wyciszacze przeszły tuż nad nami.
Ich odnóża skrobały o sufit, zostawiając szron.
Szukały ciepła. Nie znalazły.

Po kilku minutach odeszły.

Aria klęczała obok mnie, blada.
Holik drżał, ale milczał.
Pokrzywka szepnęła:

Przeżyliśmy.

Jasio skinął.

Na razie.


4.

Starzec wręczył mi jedwabny zwój.

Mapa Duchów. Reaguje tylko na krew, która
pamięta ból.

Naciąłem prawdziwy palec i upuściłem kroplę krwi
na tkaninę.

Zwój ożył.
Brązowe światło rozlało się po jedwabiu. Pojawiły
się ścieżki — krzywe, prawdziwe. Wszystkie
prowadziły do Suchych Doksów.

Mira pochyliła się nad mapą. Przez chwilę wodziła
palcem po jednej z linii, jakby rozpoznawała coś,
czego nie chciała nazwać.

Ta ścieżka… — zaczęła. — Znam ją. Widziałam ją
we śnie, jeszcze w Axis Mundi. Nie prowadzi tam,
gdzie myślicie.

Tavis spojrzał na nią.

Dokąd?

Do miejsca, w którym system po raz pierwszy
się potknął — odpowiedziała. — I zostawił po
sobie ślad.

Nikt nie zapytał więcej.

Czas iść — powiedział Tavis.


5.

Korytarze Zera przyjęły nas czarnym szkłem i
ostrymi kątami.

Wilk biegł przodem, rozświetlając drogę gasnącymi
glifami.
Za nim Pokrzywka z Ptakiem na ramieniu.
Potem Aria i Mira Zielna.
Holik zamykał pochód, nucąc coś tylko dla siebie.

Ból w drewnianej ręce narastał falami.
Każdy krok był jak wkłucie igły.

Po wielu zakrętach położyłem dłoń na ścianie.

Przeszedł przez mnie impuls.

Zobaczyłem drzewo. Prawdziwe.
Poczułem zapach mokrej kory i ziemi po deszczu —
tak intensywny, że aż zakręciło mi się w głowie.
Usłyszałem śmiech dzieci, gdzieś daleko, poza
zasięgiem wzroku.
Deszcz na liściach.
Ludzi śmiejących się bez powodu.
Siebie — z obiema prawdziwymi rękami i
uśmiechem, którego nie pamiętałem.

A potem poczułem to w drewnianym palcu.
Nie ból.
Ciepło.
Żywica w środku drgnęła — raz, drugi — jakby i
ona chciała tam zostać. Jakby przez chwilę nie była
protezą, tylko prawdziwym palcem, który
pamiętał, co to znaczy dotykać czegoś żywego.

Cofnąłem rękę.

Jasność zniknęła.
Żywica znów była zimna.

Wilk spojrzał na mnie.

Później — szepnął. — Najpierw przejdź.


6.

W połowie drogi system spróbował nas złamać głosami.

Syntetyczny płacz. Wołanie bliskich.

Mamo?
— Majtku… czemu mnie zostawiłeś?
— Tavis… nie idź…

Aria szarpnęła się w stronę dźwięku.

Tavis złapał ją za ramię.

To nie oni. Nie słuchaj.

Ptak rozłożył skrzydła.
Głosy zaczęły słabnąć, jakby wysysał je z powietrza.

Trzymaliśmy się oddechu.
Wdech. Wydech.

Aria oparła się o ścianę. Twarz miała mokrą.

Nienawidzę tego — wyszeptała. — Że nie wiem,
co jest prawdziwe.

Prawdziwe jest to, że tu jesteśmy
powiedziałem. — I że idziemy razem.

Jej oddech się uspokoił.



7.

Korytarz urwał się nagle.

Przed nami otworzyła się ogromna, podziemna
pustka.

Suche Doksy.

Zardzewiałe doki. Porzucone kadłuby. Milczące
dźwigi.
Zapach starego oleju, rdzy i czegoś jeszcze —
nadziei, która nie umarła.

W głębi migotały światła starego portu badawczego.

Mapa Duchów świeciła mocniej.

Tavis stanął na krawędzi.

Tu zaczyna się następna faza.

Aria podeszła. Jej dłoń znalazła moją.

Usiadłem na zimnym metalu i otworzyłem notes.

Napisałem:

Jeśli nasze wspomnienia to tylko cyfry,
to nasza przyjaźń jest jedyną prawdziwą rzeczą,
jaka nam została.

A gdzieś w ciemności
coś starego
i bardzo zmęczonego
otworzyło oczy.

I patrzyło nie na nas.
Patrzyło na notes.


8.

Tej nocy rozbiliśmy obóz na skraju doków.

Ognisko. Prawdziwy dym. Prawdziwe ciepło.

Pokrzywka spała oparta o Wilka.
Ptak siedział na jej ramieniu.
Aria oparła głowę o moje ramię.

Myślisz, że kiedyś wrócimy do domu? —
szepnęła.

Nie wiem, gdzie jest dom — odpowiedziałem. —
Ale jeśli go znajdziemy, to razem.

Uśmiechnęła się. Słabo, ale prawdziwie.

Zamknąłem oczy.

Gdzieś w ciemności coś czekało.
Ale teraz był ogień.
Był oddech.
Była Aria.

I przez chwilę myślałem, że to wystarczy.

Ale gdzieś głębiej — tam, gdzie nie docierało
światło ogniska — notes w mojej kieszeni drgnął.

Nie jak wtedy, gdy pisał.
Inaczej.
Jakby coś po drugiej stronie próbowało
odpowiedzieć.



Notatka majtka
(zapisana przy ogniu, na skraju Suchych Doksów)

Szew był krzywy.

Runa była zimna, a potem ciepła.

Mapa ożyła od krwi.

Przeszedłem przez korytarze, które próbowały
mnie złamać głosami.

Widziałem siebie z obiema prawdziwymi rękami.
Poczułem zapach deszczu na korze.
I przez chwilę drewniany palec nie bolał.

I nie zatęskniłem.

Aria zapytała, czy wrócimy do domu.

Nie wiem, gdzie jest dom.

Ale wiem, że jeśli go znajdziemy — to razem.

Gdzieś w ciemności coś starego otworzyło oczy.

A ja siedzę przy ogniu, z notesem na kolanach,
i po raz pierwszy od dawna
nie uciekam.

Tylko idę dalej.

Ale notes wciąż drga.
I nie wiem, czy to on pisze do mnie.
Czy coś pisze przeze mnie.

Mapa Mid-World – EchoZeit Universe: panoramiczna, mroczna mapa fantastycznego świata w stylistyce aetherpunk i cyber-mistycyzmu Hexe-OS. W centrum znajduje się wysoka kryształowa latarnia emitująca fioletowo-błękitną wiązkę światła. Na północy rozciąga się Las Kronik ze świecącymi szlakami Echa, na zachodzie Obsydianowa Pustka z Krzemowym Lasem, na wschodzie turkusowe Morze Echa z żaglowym statkiem kapitana Tavisa oraz widoczną na niebie Sferą Archontów. Na południu znajdują się monumentalne wejścia do Komnat Czasu połączone złotymi liniami przypominającymi obwody elektroniczne. Całość otacza ozdobna rama z runami, kodem Hexe-OS i kartograficznymi oznaczeniami.

Zostaw odpowiedź