⌛EchoZeit Universe: KSIĘGA II .  Rozdział 111 – Pieśń Dla Neshy
(opowiedziane przez bezimiennego majtka ze statku Tavisa)

Rozdział 111

Pieśń Dla Neshy

(opowiedziane przez bezimiennego majtka ze statku Tavisa)



🜄 ☣ 🌌

„Gdy narodzi się opowieść, której żadne Echo nie pomieści, czas przestaje być liczbą, a staje się kierunkiem. 

A gdy narodzi się pieśń, której nikt nie zamówił, znaczy to, że ktoś, kogo nie ma, wciąż czeka.” 

— Z zapisków na nadpalonej karcie notesu





⏳55.

Przekroczyliśmy szwy.

Nie było huku. 
Nie było zgrzytu. 
Była cisza, która nie była brakiem dźwięku — była
brakiem danych.

Hexe-OS milczał. 
Nie jak system, który stracił zasięg. 
Jak system, który postanowił nie odpowiadać.

Morze przestało falować. 
Żagle były napięte wiatrem, który pachniał
rozgrzanym krzemem.

Spojrzałem na swoją drewnianą dłoń. 
Nie miała cienia. 
Nic na statku nie miało cienia.

Dwa księżyce zbiły się w jedną, nieruchomą
źrenicę.

Notes drżał. 
Wyjąłem go. 
Skórzana oprawa była zimna jak lód Antarktydy. 
Na papierze zamiast atramentu pulsowały zielone
linie kodu:


[ STATUS: SEKTOR_ZERO CAŁKOWICIE UTRACONY ]
[ LOKALIZACJA: ZERO MERIDIANUM ANIMAE //
SYSTEM_NIE_MOŻE_WYMAZAĆ ]



⏳56.

Brenn splunął za burtę. 
Ślina zawisła w powietrzu, zanim wchłonęła ją
nieruchoma tafla.

— Widziałem sztormy — powiedział cicho. 
— Widziałem wojny. 
— Widziałem ludzi, co sprzedawali duszę za złoto i
takich, co oddawali złoto za duszę.

Przyłożył mosiężną lunetę do zdrowego ucha. 
Jego twarz stężała.

— Czyste czterysta trzydzieści dwa herce. 
— Dźwięk, który buduje ściany klatki, zanim
Hexe-OS nauczy się je nazywać.

Puls wszedł pod moją korę. 
Z każdym uderzeniem basu czułem, jak ubywa ze
mnie kolejny fragment przeszłości.

Zapomniałem imienia mojego pierwszego
kapitana. 
Zapomniałem kształt portu, w którym Tavis znalazł
mnie na wpół utopionego.

Aria przycisnęła kartkę do mojej piersi. 
Tusz, którym zapisała moje prawdziwe imię,
parował.

— Trzymaj.

Brenn odwrócił się od lunety.

— Posłuchaj mnie, majtku. 
— Jeśli musisz kiedyś wybierać między mapą a
człowiekiem, zawsze wybieraj człowieka. 
— Mapa tylko pokazuje drogę. 
— Człowiek pamięta, dokąd szedłeś.

Spojrzał na trzy linie światła wyłaniające się z
głębiny.

— A ja pierwszy raz widzę miejsce, gdzie nawet
pamięć boi się własnego imienia.

Szarak stał przy dziobie.

— Weszliśmy w Oko — powiedział głosem, który
brzmiał jak cudzy. 
— Południk Zero Duszy jest aktywny. 
— Teraz albo przypomnimy sobie pierwsze ciało
Ziemi, albo znikniemy w jej matrycy.



⏳57.

Holik nie śmiał się. 
Stał z kordelasem w dłoni, jakby stal mogła ciąć
geometrię.

Zielarka uklękła przy burcie. 
Woda wokół jej palców układała się w lustrzane
płaszczyzny.

— Trzy Oczy. 
— Antarktyda. Bałtyk. Sahara. 
— Ich przecięcie. 
— Miejsce, w którym System traci władzę nad
duszą.

Notes zapisał:


[ POŁUDNIK_DUSZY: PRZEJŚCIE_OTWARTE ]
[ STATUS: CZŁOWIEK_STAJE_SIĘ_PYTANIEM ]
[ NESHA: OBECNOŚĆ_FIZYCZNA_POTWIERDZONA ]
[ PERCEPCJA_ZAŁOGI: WYŁĄCZONA ]
[ STATUS: JEDNOSTKA_NIEZAPISANA ]


Holik pochylił się nad notesem. 
Przeczytał. 
Milczał.

Potem prychnął.

— Całe życie żeglowałem, żeby zostać pytaniem. 
— Mogłem zostać pytaniem za darmo.

Nikt się nie roześmiał. 
Ale coś w powietrzu pękło.

— Zapomniałem połowę życia — dodał, patrząc na
swoje dłonie. 
— To poważne.

— Bardzo — powiedziała Aria.

— Nie wiem. 
— Może akurat była ta gorsza połowa.

A potem Holik zrobił coś, czego nikt się nie
spodziewał.

Odwrócił się plecami do Oka. 
Nie uciekł. 
Stanął na rufie, twarzą w stronę, z której
przypłynęliśmy i patrzył w ciemność za nami.

— Co robisz? — zapytałem.

— Ktoś musi patrzeć w drugą stronę — powiedział,
nie odwracając głowy. 
— Jak wszyscy wpatrujecie się w to Oko, to ja będę
pamiętał, skąd przyszliśmy. 
— Ktoś musi.

Jego głos nie drżał. 
Po raz pierwszy, odkąd go znałem, Holik nie
żartował, żeby rozładować napięcie. 
Żartował, żebyśmy nie zapomnieli, że wciąż
jesteśmy ludźmi. 
A teraz stał na rufie i robił coś, co nie miało w sobie
ani krzty ironii.



⏳58.

Aria ścisnęła kartkę. 
Tusz prawie zniknął. 
Zostały zarysy liter, jak blizny po imieniu.

— Nie puszczaj — powiedziałem.

— Nie puszczę. 
— Nawet jeśli System zabierze wszystko inne. 
— Imię zostaje we mnie.

Lirandel stał z boku. 
Nie grał. 
Patrzył na instrument — na pękniętą korę, na
struny, które drżały, choć nikt ich nie dotykał.

Aria podeszła do niego.

— Lirandel?

— Ona tu jest — powiedział cicho.

Aria spojrzała na pokład.

— Gdzie?

— Zawsze była.

Dotknął piersi, jakby słyszał tam echo jej głosu.
Nie serca — czegoś głębszego

— Ale Oko wypisało ją z opowieści. 
— Nie zabrało jej. 
— Zabrało jej miejsce między nami.

Zamilkł.

— Na pokładzie — powtórzył. — Tam, gdzie zawsze
stała.

Aria odwróciła się w stronę wolnego miejsca przy
burcie. 
Nie było tam nikogo. 
A jednak deska była ciepła. 
Jakby ktoś stał tam od dawna i czekał, aż ktoś
wreszcie go zobaczy.

— Dlaczego jej nie widzę? — zapytała.

— Bo Oko nie zabrało jej z pokładu — powiedział
Lirandel. 
— Zabrało wam możliwość, żebyście ją rozpoznali. 
— Nesha nie jest niewidzialna. 
— Jest niezapamiętana.

Spojrzał na notes.


[ PYTANIE: KIM JESTEŚMY, GDY SYSTEM NIE MOŻE
NAS NAZWAĆ? ]


— Dlatego nigdy nie mogłem jej znaleźć. 
— Nie była ukryta. 
— Nigdy nie była w Systemie.

— Więc gdzie jest? — zapytała Aria.

Lirandel podniósł instrument.

— Tam, gdzie my właśnie idziemy. 
— Poza pierwszy zapis.



⏳59.

Lirandel uniósł instrument.

Nie zagrał melodii, którą znał. 
Zaśpiewał coś, czego wcześniej nie miał odwagi
nazwać.

„Gdzie imię tonie, tam wracam po nie, 
gdzie świat zamilkł, tam słyszę Cię. 
Nie po drodze, nie po mapie — 
przez drzwi otwarte w sercu mym. 
Nesha, Nesha, nie gaś w ciszy, 
choć System nie umie Cię nazwać. 
Jestem struną, która dla ciebie drży, 
aż znajdziemy drogę do brzegu.”


Nuta weszła w wodę i rozeszła się po trzech liniach
światła jak po strunach instrumentu większego niż
statek, większego niż morze.

Trzy linie zajaśniały jednocześnie.

I wtedy Lirandel urwał melodię.

Instrument wypadł mu z dłoni. 
Cofnął się o krok. 
Potem drugi.

— Co widzisz? — zapytała Aria.

— Nie co. 
— Kogo.

Zamilkł.

— Neshę.



⏳60.

Nikt nie zapytał, kim jest Nesha. 
Nikt nie musiał.

Ale zanim ktokolwiek zdążył odetchnąć, cena
przyszła.

Aria krzyknęła.

Nie głośno. 
Krótko. 
Jak ktoś, kto nagle poczuł, że coś zostało mu
wyrwane z dłoni.

Spojrzałem na kartkę.

Litery wciąż tam były — wszystkie. 
Moje imię, zapisane jej ręką, nie zniknęło.

Ale gdy Aria przesunęła palcem po tuszu, nie poczuła nic. 
Papier był gładki. 
Tusz nie miał już ciężaru. 
Nie parzył. 
Nie pachniał.

— Czuję — powiedziała cicho, a jej głos się załamał
— kształt liter. 
— Ale nie pamiętam, jak brzmią. 
— Jak brzmi twoje imię, majtku. 
— Widzę je. 
— Nie słyszę.

Patrzyłem, jak próbuje. 
Jak wymawia pierwszą sylabę, potem ją gubi,
potem zaczyna od nowa. 
Za każdym razem docierała do tego samego
miejsca — do litery, która nie miała już dźwięku.

Brenn zaklął. 
Odwrócił się do lunety, ale nie po to, żeby słuchać
morza. 
Żeby nie patrzeć.

— Brenn — powiedziała Aria. 
— Twoja żona. 
— Jak miała na imię?

Brenn znieruchomiał.

Przez długą chwilę nic nie mówił. 
Potem jego zdrowe oko zgasło — nie dosłownie,
ale w sposób, którego nie umiałem nazwać. 
Jakby w środku niego zgaszono lampę.

— Nie wiem — powiedział w końcu. 
Głos był płaski. 
— Wiem, że była. 
— Wiem, że ją kochałem. 
— Ale nie wiem, jak miała na imię.

Spojrzał na swoje dłonie.

— Pamiętam zapach jej włosów. 
— Pamiętam, jak śmiała się z moich najgłupszych
historii. 
— Ale imię…

Zamilkł.

— System nie zabrał mi jej. 
— Zabrał mi tylko to, jak do niej mówiłem.

Lirandel patrzył na instrument. 
Kora na jego krawędzi pękła — nie od uderzenia,
ale od środka. 
Wzdłuż struny pojawiła się szczelina, cienka jak
włos. 
Instrument nie był zniszczony. 
Był zmieniony. 
Jakby zapłacił za każdą nutę, którą przed chwilą
zagrał.

— Nie mogę przestać — powiedział cicho, bardziej
do siebie niż do nas. 
— Ale za każdym razem będzie bolało bardziej. 
— I za każdym razem zabierze coś komuś.

Szarak spojrzał na notes.

Nowy zapis:


[ KOSZT_PIEŚNI: ZAREJESTROWANY ]
[ Aria: UTRATA_DŹWIĘKU_IMIENIA ]
[ Brenn: UTRATA_WSPOMNIENIA_ŻONY ]
[ Lirandel: TRWAŁE_PĘKNIĘCIE_INSTRUMENTU ]
[ POWRÓT_DO_SEKTORA_ZERO: NIEMOŻLIWY ]


— Nie ma drogi wstecz — powiedział Szarak. 
— Sektor nie zamknął się za nami. 
— Zamknął się przed powrotem.

Tavis spojrzał na horyzont. 
Na Oko pod wodą. 
Na załogę, która właśnie zapłaciła za pieśń, której
nikt nie zamówił.

— Dalej.

Lirandel podniósł instrument. 
Zagrał drugą nutę. 
Nie dla nas. 
Nie dla statku. 
Dla niej.

I tym razem coś odpowiedziało. 
Nie ciepłem. 
Nie światłem. 
Słowem.

Notes zapisał:


[ ODBIORCA: NESHA ]
[ STATUS: NIEZAPISANA, ALE OBECNA ]
[ UWAGA: ODBIORCA ODPOWIEDZIAŁ ]


A potem, pod tym, drugi komunikat — cichszy,
jakby zapisany inną ręką:


[ ODPOWIEDŹ: „Wiem. Czekam.” ]


Lirandel powtórzył tylko jeden wers.

„Nesha, Nesha, nie gaś w ciszy…”

I wtedy, w miejscu, którego nikt nie widział, Nesha
zaczęła płakać.

Nikt nie zobaczył łez. 
Nie dlatego, że były niewidzialne. 
Dlatego, że nikt nie umiał już patrzeć w stronę, w
której stała.

Aria ścisnęła kartkę. 
Brenn patrzył w horyzont. 
Holik — w ciemność za rufą. 
A Nesha stała między nimi, cicho i całkowicie sama,
płacząc nad ludźmi, których wciąż pamiętała, choć
oni już nie pamiętali jej miejsca na pokładzie.

Płakała nie dlatego, że była samotna. 
Płakała, bo słyszała ich wszystkich — a oni już nie
potrafili usłyszeć jej.



⏳61.

Lirandel zamarł.

Palce zacisnęły się na pękniętym instrumencie. 
Przez chwilę wszyscy myśleliśmy, że to koniec.

Potem zabrzmiała kolejna nuta. 
Nie z jego strun. 
Z pokładu.

Cicha. 
Krucha. 
Jak głos człowieka, który zbyt długo milczał.

Aria podniosła głowę. 
Brenn odwrócił się gwałtownie od burty. 
Nawet Holik przestał patrzeć w ciemność za rufą.

Pieśń trwała. 
Nieśmiało. 
Urwanymi frazami. 
Jakby ktoś dopiero przypominał sobie, jak śpiewać.

„Gdzie zostawiliście światło, tam czekałam. 
Gdzie zgubiliście imię, tam je niosłam. 
Gdzie kończy się zapis, tam zaczyna się droga.”

Lirandel pobladł.

— To nie ja… — szepnął.

— Wiem — odpowiedziała Aria.

I wtedy notes zamilkł.

Holik wybuchnął śmiechem. 
Prawdziwym. 
Donośnym. 
Takim, który rozbija ciszę na kawałki.

— Na wszystkie zgniłe kotwice… — śmiał się dalej.
Wskazał przed siebie. — Przecież ona cały czas
tutaj stoi.

Wszyscy spojrzeli. 
Tym razem naprawdę.

Nie pojawiła się nagle. 
Nie wyszła z mgły. 
Stała dokładnie tam, gdzie stała przez cały czas. 
Przy burcie. 
Między światłem a cieniem. 
Między zapisem a ciszą.

Aria wypuściła powietrze. 
Jak ktoś, kto przez wiele dni nie wiedział, że
wstrzymuje oddech.

Brenn patrzył długo. 
Bardzo długo. 
Potem skinął głową. 
Jak marynarz widzący ląd, którego nie potrafi
nazwać.

I powiedział tylko:

— System może zabrać drogę do człowieka. 
— Ale nie potrafi zabrać człowieka tym, którzy go
naprawdę szukają.

Nesha uśmiechnęła się przez łzy. 
Nie zrobiła kroku. 
Jeszcze nie.

Oko pod wodą nadal patrzyło. 
Południk Duszy nadal był otwarty. 
A cena drugiej nuty wciąż nie została pobrana.

Notes zadrżał. 
Na kartce pojawił się nowy zapis:

[ STATUS: ROZPOZNANIE CZĘŚCIOWO
PRZYWRÓCONE ]
[ OSTRZEŻENIE: ODZYSKANIE NIE JEST TOŻSAME Z
OCALENIEM ]
[ KOSZT_DRUGIEJ_NUTY: OCZEKUJE ]


Tavis spojrzał na Neshę. 
Potem na załogę. 
Potem na horyzont. 
Przez chwilę nic nie mówił. 
Jakby ważył w dłoni całą drogę, która była jeszcze
przed nami.

Wreszcie skinął głową.

— Załoga w komplecie.

Spojrzał przed siebie.

— Dalej.

Panoramiczny poziomy separator: antyczne gęsie pióro leży na zimnym, ciemnym wapieniu Świątyni Czaszki Wody. Po lewej stronie gęsty karmazynowy atrament kapie i rozpryskuje się z stalówki. W miarę jak ślad atramentu przesuwa się w prawo, zamarza i przekształca się w świecące złoto-bursztynowe geometryczne linie obwodów, cyfrowe węzły i kod binarny. Minimalistyczne czarne tło, nastrojowe oświetlenie o wysokim kontraście. Dyskretny napis na dole: ⚙ ⌘ [ECHOZEIT UNIVERSE // CORE GRAPHIC] // CC BY-NC-ND 4.0

⚙ ⌘  [MORZE PAMIĘCI — ZAPISKI Z NOTESU MAJTKA]
(zapisane, gdy Lirandel grał drugą nutę, a wiatr pachniał krzemem i solą z oceanów, których nie
było na mapach)

Nie mam już imienia. 
Aria je widzi. 
Nie słyszy.

Brenn nie pamięta imienia żony. 
Pamięta tylko zapach jej włosów.

Lirandel gra dalej. 
Instrument pękł od środka. 
I będzie pękać za każdą kolejną nutę.

Holik stoi na rufie i patrzy w ciemność z której
przyszliśmy. 
Bo ktoś musi pamiętać drogę wstecz — nawet jeśli
już jej nie ma.

Nesha tu jest. 
Nie zniknęła. 
System zabrał nam możliwość, żebyśmy ją
rozpoznali. 
Lirandel zaśpiewał. 
Ona odpowiedziała. 
I choć Oko wciąż patrzy, już nie jesteśmy ślepi.

Stoi przy burcie. 
Deska pod jej stopami jest ciepła. 
Płacze — ale już nie sama.

Zapłaciliśmy. 
I nadal płyniemy.

Bo pieśń, której nikt nie zamówił, 
jest jedyną, której System nie potrafi wymazać.



Bezimienny majtek
Ten, który usłyszał odpowiedź. 
I który wie, że każda następna nuta będzie
kosztować więcej.

Mapa Mid-World – EchoZeit Universe: panoramiczna, mroczna mapa fantastycznego świata w stylistyce aetherpunk i cyber-mistycyzmu Hexe-OS. W centrum znajduje się wysoka kryształowa latarnia emitująca fioletowo-błękitną wiązkę światła. Na północy rozciąga się Las Kronik ze świecącymi szlakami Echa, na zachodzie Obsydianowa Pustka z Krzemowym Lasem, na wschodzie turkusowe Morze Echa z żaglowym statkiem kapitana Tavisa oraz widoczną na niebie Sferą Archontów. Na południu znajdują się monumentalne wejścia do Komnat Czasu połączone złotymi liniami przypominającymi obwody elektroniczne. Całość otacza ozdobna rama z runami, kodem Hexe-OS i kartograficznymi oznaczeniami.

Dodaj komentarz