
ROZDZIAŁ 2 — Upadek Wieży Czasu
Zanim ktokolwiek zdążył krzyknąć, niebo nad
Aelionem rozdarło się po raz drugi.
Tym razem pęknięcie nie przypominało błyskawicy.
Przypominało ranę.
Ogromną, pulsującą bliznę rozciągającą się od
jednego krańca horyzontu do drugiego.
Z jej wnętrza sączyło się światło starsze od gwiazd.
Aelira poczuła nagły ból za oczami.
Jakby jakaś zapomniana część jej duszy próbowała
sobie o czymś przypomnieć.
Powietrze zgęstniało.
Każdy oddech stał się cięższy od poprzedniego.
Ludzie na ulicach zatrzymywali się jeden po drugim.
Kupcy porzucali stragany.
Dzieci przestawały płakać.
Nawet ptaki spadały z nieba, jakby zapomniały, jak
się lata.
Aelira patrzyła tylko w jednym kierunku.
Na Wieżę Czasu.
Najstarszą budowlę Aelionu.
Najstarszą ranę świata.
Legenda głosiła, że powstała w dniu, gdy czas po
raz pierwszy nauczył się płynąć.
Starsze legendy mówiły coś znacznie gorszego.
Że została zbudowana, by zamknąć coś, co nigdy nie powinno było zostać przebudzone.
Przy bramach Wieży leżeli Strażnicy.
Dziesiątki.
Żaden nie miał ran.
Żaden nie krwawił.
A jednak wszyscy wyglądali, jakby spotkało ich coś
gorszego od śmierci.
Aelira uklękła przy jednym z nich.
Dotknęła jego dłoni.
Echo eksplodowało w jej umyśle.
Śmiech córki.
Zapach świeżego chleba.
Zmęczone dłonie żony.
Wieczór przy kominku.
Narodziny.
Pierwszy pocałunek.
Pierwsza łza.
Całe życie.
A potem…
pustka.
Nie ciemność.
Nie śmierć.
Pustka.
Jakby ktoś wyrwał człowieka z własnej historii.
Aelira gwałtownie odsunęła rękę.
Serce waliło jej jak oszalałe.
— Bogowie… — wyszeptała. — Ktoś ukradł im
pamięć.
Drzwi Wieży otworzyły się z hukiem.
Metal jęknął tak, jakby cierpiał.
Ze środka wyszedł Legion Zerowego Czasu.
Nie maszerowali.
Sunęli.
Ich czarne zbroje nie odbijały światła.
Pożerały je.
Tam, gdzie stawiali kroki, dźwięki milkły.
Jakby sama rzeczywistość nie chciała pamiętać ich
obecności.
Aelira poczuła lodowaty strach.
Pierwszy od wielu lat.
Potem zobaczyła Kaela.
I świat na chwilę przestał istnieć.
Stał na schodach Wieży.
Nieruchomy.
Spokojny.
Jak człowiek, który już wygrał.
W jego dłoni spoczywał fragment Pierwszego Echa.
Źródło wszystkich wspomnień.
Pierwszy zapis narodzin czasu.
Aelira zacisnęła pięści.
Bo pamiętała Kaela.
Pamiętała człowieka, który kiedyś wierzył w to
samo co ona.
Człowieka, który śmiał się przy ogniskach.
Który ratował ludzi.
Który przysięgał chronić Echo aż do końca swoich
dni.
Nie rozumiała, kiedy go straciła.
Może nigdy nie zauważyła chwili, w której zaczął
pękać.
— Oddaj Echo — powiedziała.
Kael spojrzał na nią z czymś przypominającym smutek.
— Nadal nie rozumiesz.
— Więc mi wyjaśnij.
Jego wzrok powędrował ku pękniętemu niebu.
— Istnienie zostało zbudowane na pierwszym
błędzie.
Aelira zamarła.
— Jakim błędzie?
— Narodzinach czasu.
Cisza między nimi była cięższa od burzy.
— Nie mogę oddać czegoś — powiedział Kael — co
nigdy nie powinno było istnieć.
Uniósł Pierwsze Echo.
Powietrze zawyło.
Aelira poczuła, jak świat się cofa.
Nie metaforycznie.
Naprawdę.
Widziała ludzi poruszających się wstecz.
Widziała rozbite naczynia składające się na nowo.
Widziała łzy wracające do oczu.
Widziała płomienie cofające się do świec.
Sekunda.
Dwie.
Dziesięć.
Minuta.
Historia zaczęła płynąć pod prąd.
— Kael! — krzyknęła.
— Zatrzymaj to!
Jego odpowiedź była niemal łagodna.
— Nie zatrzymuję.
— Naprawiam.
Wtedy Wieża Czasu krzyknęła.
Nie był to dźwięk.
Było to wspomnienie bólu.
Pierwotnego.
Kosmicznego.
Tak starego, że nie miało już nazwy.
Ściany Wieży zaczęły pękać.
A przez szczeliny wylewały się miliony istnień.
Narodziny.
Wojny.
Miłości.
Zdrady.
Upadki cywilizacji.
Ostatnie słowa umierających gwiazd.
Cała historia wszechświata wirowała przed oczami Aeliry.
Jak ocean wspomnień wyrwany z własnego brzegu.
Kael patrzył na to bez lęku.
Jak kapłan patrzący na spełniającą się przepowiednię.
— To dopiero początek — powiedział.
— Kiedy usunę pierwszy ból…
uniósł Echo wyżej
— …reszta upadnie sama.
Aelira ruszyła.
Nie miała armii.
Nie miała planu.
Nie miała nawet pewności, że może wygrać.
Miała tylko pamięć.
A pamięć była wszystkim.
Była historią.
Tożsamością.
Miłością.
Była powodem, dla którego świat zasługiwał na
istnienie.
Rzuciła się ku Kaelowi.
I wtedy zrobił coś, czego nie przewidziałby nikt.
Złamał Pierwsze Echo.
Wszechświat wstrzymał oddech.
A potem…
świat zgasł.

