⌛EchoZeit Universe: KSIĘGA I .  Rozdział 3 –  Legion Zerowego Czasu

Plakat fantasy science-fiction przedstawiający uniwersum EchoZeit. W centrum stoi tajemnicza młoda kobieta — Aelira, Strażniczka Echa — ubrana w ciemny płaszcz i zbroję, z symbolem zegara czasu na piersi. Za nią rozciąga się futurystyczne, zniszczone miasto połączone z ogromnym mechanizmem zegarowym i kosmicznymi tarczami czasu. W tle widoczny jest mroczny przeciwnik oraz armia Legionu Zerowego Czasu. Scenę otaczają złote runy, wirujące zegary i pęknięcia rzeczywistości. Na dole plakatu widnieje tytuł: „ECHOZEIT UNIVERSE — KSIĘGA I — WOJNA O OSTATNIE ECHO”. Klimat epickiej sagi o wojnie między pamięcią a wymazaniem czasu.

ROZDZIAŁ 3 — Legion Zerowego Czasu



Świat wrócił.

Ale nie był już tym samym światem.

Aelira otworzyła oczy w półmroku.

Leżała na zimnej kamiennej posadzce. Nad nią
unosiły się drobiny szkła, które nie spadały.
Zawisły w powietrzu, jakby grawitacja również
zapomniała, czym jest czas.


Powietrze drżało.

Nie od wiatru.

Od sekund, które próbowały odnaleźć swoje
miejsce.

Powoli podniosła się na kolana.

Wieża Czasu umierała.

Jej ściany przypominały popękane lustro, a w
każdej szczelinie odbijał się inny świat.

W jednej widziała dzieci śmiejące się na ulicach
sprzed stulecia.

W drugiej maszerowali żołnierze przyszłości w
pancerzach, których nie potrafiła nazwać.

W trzeciej…

Stała ona sama.

Starsza.

Zmęczona.

Ze spojrzeniem pełnym żalu.

Patrzyła prosto na nią.

I powoli pokręciła głową.

Aelira odwróciła wzrok.

— Kael… co ty zrobiłeś…

Echo nie odpowiedziało.

Rozpadło się.

„Kael…”

„…co ty…”

„…zrobiłeś…”

„…za późno…”

Serce Aeliry zamarło.

Jedna z odpowiedzi nie należała do niej.

Czas przestał być linią.

Stał się labiryntem.



Kroki.

Powolne.

Równe.

Nieubłagane.

Każde uderzenie odbijało się w murach Wieży, jak
wyrok odliczający ostatnie chwile świata.

Z pęknięć rzeczywistości zaczęły wychodzić
sylwetki.

Nie wyglądały, jakby przyszły.

Wyglądały, jakby rzeczywistość dopiero teraz
przypomniała sobie o ich istnieniu.

Legion Zerowego Czasu.

Ich zbroje nie były czarne.

Były pustką.

Światło znikało na ich powierzchni, jakby nigdy nie
istniało.

Na piersiach nosili symbol:

okrąg przecięty pionową linią.

Początek bez przeszłości.

Przyszłość bez wspomnień.

Najbliższy wojownik zatrzymał się kilka kroków
przed Aelirą.

Nie powiedział ani słowa.

Wyciągnął dłoń.

Nad jego ręką narodziła się kula.

Nie świeciła.

Nie gasła.

Po prostu wymazywała wszystko, co znajdowało się
wokół niej.

Kamień tracił kolor.

Powietrze traciło dźwięk.

Aelira poczuła ból.

Nie w ciele.

W pamięci.

Zapomniała imię swojej matki.

Na jedną krótką sekundę.

Zacisnęła powieki.

— Nie…

Imię wróciło.

Ale zrozumiała.

Legion nie zabijał ludzi.

Odbierał im wszystko, co sprawiało, że byli sobą.

Aelira odwróciła się i pobiegła.



Na ulicach Aelionu panował koszmar.

Mężczyzna obejmował kobietę i pytał:

— Kim jesteś?

Dziecko płakało nad drewnianą zabawką.

Nie pamiętało, jak się nią bawi.

Starzec patrzył na własne dłonie, jakby widział je
po raz pierwszy.

Miasto nie ginęło.

Zapominało.



Na dachu jednego z budynków stał mężczyzna z
łukiem przewieszonym przez plecy.

Rian.

Nie obserwował Legionu.

Liczył ich.

Jak człowiek, który już raz widział koniec świata.

— Myślałem, że nie żyjesz.

— Jeszcze nie.

Zapadła cisza.

— Ale jeśli Kael zdobędzie pozostałe Echa…

— …to już nigdy się nie narodzimy — dokończył
Rian.

Aelira spojrzała na niego.

— Skąd wiesz?

— Bo już to przeżyłem.

Wiatr poruszył jego płaszcz.

— W mojej linii czasu Aelion upadł.

— Legion wygrał.

— A ja zostałem jedynym człowiekiem, który
pamiętał świat, którego już nie było.

— Dlaczego wróciłeś?

Rian uśmiechnął się smutno.

— Bo nie zamierzam patrzeć na jego śmierć drugi
raz.



Powietrze zafalowało.

Nie otworzył się portal.

Nie rozbłysło światło.

Po prostu…

pojawiła się.

Mira.

Jej źrenice nie miały jednego koloru.

Zmieniały się bez przerwy.

Jakby każda przyszłość próbowała spojrzeć przez
jej oczy.

— Musimy iść.

— Dokąd?

— Wieża nigdy nie była celem.

Była alarmem.

Aelira zamarła.

— Alarmem przed czym?

Mira spojrzała gdzieś daleko.

Jakby widziała coś, czego jeszcze nie było.

Jej głos zadrżał.

— Komnaty się budzą.



W tej samej chwili ziemia zatrzęsła się.

Niebo przecięła świetlista rana.

Gdzieś w sercu EchoZeit otworzyły się wrota.

Świat wstrzymał oddech.

Rian napiął łuk.

— Legion już tam idzie.

Aelira zacisnęła pięści.

— Więc nie możemy być spóźnieni.



Rozległy się kolejne kroki.

Ciężkie.

Metaliczne.

Starsze od samego miasta.

Na końcu dachu stał wojownik w zbroi pokrytej
runami, których nie pamiętała żadna księga.

Orin.

Ostatni żołnierz wymazanej epoki.

Spojrzał na pęknięte niebo.

— Jeśli Kael otworzy Komnaty…

urwał.

— …mój świat umrze po raz drugi.

Aelira patrzyła na niego przez dłuższą chwilę.

Po raz pierwszy od upadku Wieży poczuła, że nie jest sama.

Ale gdzieś głęboko wiedziała jedno.

To nie oni ścigali Legion.

To Legion pozwalał się ścigać.

Alt text: Cinematiczna, mroczna kompozycja w stylu futurystycznej technomistyki, podzielona na trzy części. W górnym panelu unoszą się monumentalne, geometryczne „komnaty czasu” w otchłani kosmosu, otoczone neonowymi strumieniami danych przypominającymi starożytne runy. Centralnie widnieje świetlista brama emanująca chłodnym, białym światłem, odbijającym się w lustrzanej, czarnej powierzchni. Na dole po lewej stronie ukazana jest enigmatyczna postać kobieca – „wiedźma ery cyfrowej” – o świecących, białych oczach, otoczona złotym kręgiem świętej geometrii i holograficznych wzorów. Jej sylwetkę spowijają półprzezroczyste, falujące tkaniny, a całość emanuje aurą mocy i skupienia. Na dole po prawej stronie znajduje się zdekonstruowana klepsydra, w której piasek przemienia się w cyfrowy pył i binarne symbole, opadające w surrealistycznym krajobrazie o chłodnej, niebiesko-srebrnej tonacji. W centrum kompozycji pulsuje świetliste echo, sugerujące przepływ czasu i energii. Na obrazie widnieje napis: „ECHOZEIT UNIVERSE — Mythology of Time & Echo”.

Zostaw odpowiedź