⌛EchoZeit Universe: KSIĘGA I .  Rozdział 82 – Latarnia Niebieskiego Echa
(opowiedziane przez młodego majtka ze statku Tavisa)

Rozdział 82

Latarnia Niebieskiego Echa

(opowiedziane przez młodego majtka ze statku Tavisa)

„Nie każda latarnia wskazuje drogę.
Niektóre wskazują, kim jesteś.”

Zapis Strażników Echa


1.

Płynęliśmy trzy dni.

A przynajmniej tak mi się wydawało.
W środku Wieloryba czas płynął inaczej — raz jak
minuta, raz jak rok. A potem, na wodzie, wróciło
coś jeszcze dziwniejszego.

Żywica w moim drewnianym palcu tężeje w rytm,
którego nie umiem zmierzyć. Raz zastyga na kilka
godzin, jakby chciała mnie zatrzymać w miejscu.
Raz rozgrzewa się nagle, jakby coś ją wołało. Notes
w kieszeni drga tylko wtedy, gdy statek zbliża się
do czegoś, czego nie umiem nazwać. A mój
oddech — ten jeden jedyny raz, gdy liczę go
spokojnie — jest jedynym zegarem, któremu
ufam.

Eldrin Szary stał przy burcie już od pierwszego
dnia. Nie odzywał się. Jego płaszcz zmieniał odcień
razem z mgłą — raz szary, raz prawie biały.
Rysował coś w swoim notesie, patrzył na horyzont
i milczał jak ktoś, kto wie, że za chwilę zobaczy coś,
na co czekał całe życie.

Czwartego dnia — a może czternastego —
zobaczyliśmy światło.

Nie słońce.
Nie błyskawicę.
Latarnię.



2.

Stała na skalistym cyplu, na końcu świata, który
wyglądał jak koniec mapy.

Była wysoka. Wyższa, niż powinna być. Zbudowana
z kryształów, przez które widać było całe niebo —
gwiazdy, zorzę, Drogę Mleczną, która wiła się nad
nią jak rzeka.

Z jej szczytu bił promień. Błękitno-fioletowy,
rozszczepiony na spiralę. Nie oświetlał wody.
Oświetlał coś innego. Coś, co było pod wodą. Coś,
co było we mnie.

To ona — powiedział cicho Eldrin Szary,
zamykając swój notes. — Latarnia Niebieskiego
Echa.

Nikt się nie odezwał.

Bo wszyscy wiedzieliśmy, że to nie jest zwykłe
miejsce. To nie był skraj mapy. To było jej centrum.
Punkt Zero. Miejsce, z którego wszystko wychodzi
i do którego wszystko wraca.


3.

Kiedy przybiliśmy do brzegu, powietrze zrobiło się
inne.

Ciepłe. Słone. Pachniało jak coś, czego nie umiałem
nazwać — jak deszcz po długiej suszy, jak kawa o
świcie, jak skóra kogoś, kogo kochasz.

Pokrzywka pierwsza zeszła na brzeg.
Bosa. Jak zawsze.
Liść wciąż w jej dłoni.

Stanęła na skale i zamknęła oczy.
Potem uśmiechnęła się — pierwszy raz, odkąd ją
poznałem. Prawdziwie.

Tu jest dobrze — powiedziała. — Tu jest jak…
jakby ktoś w końcu przestał mnie liczyć.

Aria podeszła do niej i wzięła ją za rękę.

Tavis stanął obok mnie.

Nie podoba mi się to — mruknął. — Za ładnie tu.

Może właśnie tak wygląda miejsce, które nie
zostało wymazane — odpowiedziałem.

Spojrzał na mnie. Nic nie powiedział.



4.

Przy wejściu do Latarni czekała kobieta.

Nie wiedziałem, skąd się wzięła. Po prostu była —
jakby stała tam od zawsze, a my dopiero teraz ją
zobaczyliśmy.

Miała długie, srebrne włosy. Oczy w kolorze wody.
Ubranie, które zmieniało się, gdy na nie patrzyłeś
— raz wyglądało jak płaszcz, raz jak suknia, raz jak
coś, co nie było ani jednym, ani drugim.

Nazywam się Neritha — powiedziała. — Jestem
Strażniczką tego miejsca.

Jej głos nie brzmiał jak głos. Brzmiał jak coś, co
pamiętasz z dzieciństwa, ale nie umiesz
powiedzieć, skąd.

Wiem, po co przyszliście — dodała. — I wiem, że
nie wiecie, co dalej.

Tavis zmrużył oczy.

Skąd wiesz, że nie wiemy?

Neritha uśmiechnęła się. Delikatnie. Bez
złośliwości.

Bo każdy, kto tu przychodzi, myśli, że wie. —
Spojrzała na notes w mojej dłoni. — Ale ten notes
wie lepiej niż wy.

Poczułem, jak czerwona nitka w środku drga.


5.

Neritha poprowadziła nas do środka.

Latarnia nie miała schodów. Miała odbicia.

Szliśmy po tafli, która wyglądała jak woda, ale nie
była wodą. W niej widzieliśmy siebie — ale nie
takich, jakimi jesteśmy. Siebie z różnych wersji.

Tavis zobaczył siebie bez kory na rękach. Młodego.
Bez blizn.
Aria zobaczyła siebie z uśmiechem, którego nigdy
nie widziałem.
Holik zobaczył siebie milczącego. I cofnął się o
krok.
Pokrzywka zobaczyła siebie z imieniem, które
świeciło.
Ja zobaczyłem siebie z notesem, który nie pisał. I z
dłonią, która nie była drewniana.

Co to jest? — zapytałem.

Próba Wody — powiedziała Neritha. — Nie
skończy się dzisiaj. Woda nie sprawdza. Woda
odsłania. Zobaczyliście siebie. To wystarczy na
teraz.

A kiedy się skończy? — zapytała Aria.

Wtedy, gdy przestaniecie się bać tego, co
zobaczyliście — odpowiedziała Neritha.


6.

W głównej sali Latarni — jeśli można to nazwać
salą — stał stół.

Na stole leżało pióro. Srebrne. Cienkie. Czekało.

Obok pióra — kartka. Pusta.

To Srebrne Pióro — powiedziała Neritha. —
Należy do Latarni. Pisze tylko to, co jest
prawdziwe. Kłamstwa na nim nie zostają.

Spojrzała na mnie.

Możesz nim zapisać jedno zdanie. Jedno. Ale
tylko wtedy, gdy będzie prawdziwe.

Podszedłem do stołu.
Notes w kieszeni drgał. Czerwona nitka napięła się,
jakby chciała coś powiedzieć — ale milczała.

Wziąłem pióro.

Było zimne. Ale nie niemiłe. Jak woda w rzece,
która płynie od zawsze.

I wtedy zrozumiałem, co mam napisać.

Nie „jesteśmy załogą”.
Nie „przetrwaliśmy”.
Nie „idziemy dalej”.

Napisałem:

Jesteśmy tymi, którzy pamiętają.

Litery zostały na kartce. Świeciły przez chwilę.
Potem zniknęły — ale nie tak, jakby zostały
zmazane. Raczej jakby zostały wchłonięte.
Zapamiętane.

Neritha skinęła.

To jest teraz zapisane. Nie w systemie. W
Latarni. W was.


7.

Kiedy wróciliśmy na główną salę, zobaczyliśmy je.

Trzy drzwi.

Nie było ich wcześniej. Pojawiły się tak, jakby
zawsze tam były, tylko ukryte.

Nie miały klamek.
Nie miały napisów.
Nie miały nic — poza światłem, które sączyło się
spod nich.

Jedne drzwi miały światło złote.
Drugie — srebrne.
Trzecie — czarne.

Co jest za nimi? — zapytał Tavis.

Nie powiem wam — odpowiedziała Neritha. —
Bo gdybym powiedziała, przestalibyście wybierać.
A wy musicie wybrać sami.

Ale jeszcze nie teraz — dodała. — Najpierw
musicie zrozumieć, kim się staliście. Od Bazy
Nadzieja. Od pierwszego imienia, które
zapisaliście. Od pierwszego oddechu, który was
bolał.

Tavis milczał długo.

Potem spojrzał na mnie, na Arię, na Pokrzywkę, na
Holika, na Jasia.

Wracamy do ognia — powiedział. — Zanim
wejdziemy w którekolwiek z tych drzwi, musimy
wiedzieć, kim jesteśmy. Bo jeśli tego nie wiemy, to
nie my wejdziemy. Wejdzie system.

Neritha skinęła. Powoli. Jakby właśnie tego się
spodziewała.

Mądra decyzja, kapitanie. Drzwi poczekają.
Zawsze czekają.


8.

Tej nocy rozpaliliśmy ogień na skale przed Latarnią.

Nikt nie mówił wiele.
Ale każdy patrzył na siebie inaczej niż wcześniej.

Pokrzywka trzymała liść i patrzyła w ogień.
Aria siedziała obok mnie i milczała — ale to było
dobre milczenie.
Tavis patrzył na swoje ręce, jakby widział je
pierwszy raz.

Jasio Puls siedział z boku, z zamkniętymi oczami.
Nagle podniósł głowę.

Słyszę wodę — powiedział cicho. — Nie tę na
dole. Tę w nas. Ona jeszcze nie skończyła pytać.

Holik, który przez cały wieczór nie odezwał się ani
słowem, w końcu rzucił:

Ja tam wolę nie wiedzieć, o co pyta. Odpowiedzi
mnie przerażają bardziej niż pytania.

Nikt się nie roześmiał. Ale coś w powietrzu na
chwilę zelżało — jakby Holik, nawet milcząc, nadal
robił to, co zawsze: dawał nam oddech.

A ja otworzyłem notes.

Na ostatniej stronie, bez mojej woli, pojawiły się
nowe słowa:

Punkt Zero osiągnięty.
Próba Wody: rozpoczęta, nieskończona.
Zapis Srebrnym Piórem: przyjęty.
Trzy Drzwi: zamknięte.
Kurs: zrozumieć.

Zamknąłem notes.
Czerwona nitka drgnęła ostatni raz i zamilkła.

I wtedy zrozumiałem, że to nie jest koniec drogi.

To jest dopiero jej początek.



9. Notatka majtka
(zapisana tej nocy, przy ogniu, na skale przed Latarnią)

Nazywam się majtek.
Nie mam jeszcze imienia, które byłoby prawdziwe.
Ale mam notes, który pisze za mnie, gdy ja nie
umiem.

Dzisiaj zobaczyłem siebie w wodzie Latarni.
Nie takiego, jakim jestem.
Takiego, jakim mogłem być — bez drewnianego
palca, bez notesu, bez tego całego ciężaru.

I nie zatęskniłem za nim.
To mnie zdziwiło.

Bo przez chwilę myślałem, że powinienem.
Że każdy normalny człowiek chciałby być kimś
innym.
Lepszym. Lżejszym. Bez blizn.

Ale ja nie chcę.

Ten drewniany palec to jedyne, co mi zostało po
tym, co system próbował ze mnie wyciąć.
Ten notes to jedyne, co pamięta tych, których
wymazał.

Więc jeśli mam wybierać między sobą a kimś, kim
mogłem być — wybieram siebie.

Nawet jeśli boli.

Nawet jeśli pisze za mnie.

Nawet jeśli nie wiem jeszcze, kim jestem.



Trzy drzwi wciąż stoją zamknięte.
Czekają.
I ja też.

Mapa Mid-World – EchoZeit Universe: panoramiczna, mroczna mapa fantastycznego świata w stylistyce aetherpunk i cyber-mistycyzmu Hexe-OS. W centrum znajduje się wysoka kryształowa latarnia emitująca fioletowo-błękitną wiązkę światła. Na północy rozciąga się Las Kronik ze świecącymi szlakami Echa, na zachodzie Obsydianowa Pustka z Krzemowym Lasem, na wschodzie turkusowe Morze Echa z żaglowym statkiem kapitana Tavisa oraz widoczną na niebie Sferą Archontów. Na południu znajdują się monumentalne wejścia do Komnat Czasu połączone złotymi liniami przypominającymi obwody elektroniczne. Całość otacza ozdobna rama z runami, kodem Hexe-OS i kartograficznymi oznaczeniami.

Zostaw odpowiedź