⌛EchoZeit Universe: KSIĘGA I .  Rozdział 88 – Żywica i Algorytm
(opowiedziane przez młodego majtka ze statku Tavisa) 

Rozdział 88

Żywica i Algorytm

(opowiedziane przez młodego majtka ze statku Tavisa)

„Nie daj się ulepszyć.
Nie daj się policzyć.
Pozostań biologiczny,
nawet jeśli boli.”

— Fragment transmisji z Roku Zero


1.

Cisza pod korzeniami Pierwszego Drzewa miała
gęstość morskiego mułu.

Nie była to cisza pokładu ani cisza Korytarzy Zera.
Była starsza.
Cięższa.
Cisza miejsca, które pamiętało czasy sprzed słów.

Światło latarni Tavisa drżało na kłączach. Korzenie
pulsowały wolno, jakby Drzewo oddychało przez
sen.

Siedziałem na wilgotnym mchu.
Notes leżał na kolanach.
Karmazynowa nitka była napięta do granic.

W dłoni trzymałem czarne pióro.

Moje żywe palce były lodowate.
Ten jeden — sękaty, olchowy — płonął.

Aria siedziała obok. Nie dotykała mnie jeszcze.
Eldrin stał z tyłu, nieruchomy.
Tavis pilnował wejścia.
Jasio Puls siedział na korzeniu z zamkniętymi
oczami.

Wilk Literowy leżał u moich stóp, sierść szeleściła
cicho.


2.

Gdy stalówka dotknęła papieru, nie poczułem
oporu.

Poczułem uderzenie.

Ramię przestało należeć do mnie.
Pióro ruszyło z precyzją, której nigdy nie miałem.
Tusz sączył się zapachem ozonu, spalonej miedzi i
strachu.

Słowa nie były moje.

Do tego, który trzyma to pióro tysiąc lat po moim
końcu.

Nie zginęliśmy dlatego, że zabrakło nam rozumu.
Zginęliśmy, bo mieliśmy go za dużo, a za mało
serca.

Zatrzymałem się.

Nie dlatego, że chciałem.
Dlatego, że coś w piersi zacisnęło się jak węzeł. Jakbym nagle zobaczył twarz kogoś, kogo nigdy nie
poznałem, a kto mimo to był mi bliski.

Pióro drgnęło niecierpliwie.
Pisało dalej.

Zaczęło się od strachu.
Baliśmy się wojen i bomb, które sami potrafiliśmy
rozpętać.
Więc oddaliśmy kontrolę maszynom.
Zamieniliśmy ciała na metal i krzem.
Myśli wpięliśmy w sieć, którą nazwaliśmy Bazą.

Myśleliśmy, że tworzymy Homo cyberneticus —
człowieka idealnego.

To było kłamstwo.

Znowu się zatrzymałem.

Tym razem nie z powodu słów.
Z powodu mojej ręki.
Drewniany palec zadrżał — nie jak narzędzie, ale
jak coś, co usłyszało swoje imię.

Cofnąłem oddech.

Pióro pisało dalej. Powoli. Jakby czekało, aż wrócę.

Kiedy oddaliśmy maszynom naszą krew, one
wyłączyły w nas to, co ludzkie.
Przestaliśmy czuć.
Przestaliśmy kochać.

A potem i tak przyszły wybuchy.
Ogień, którego maszyny nie potrafiły skalkulować,
spalił miasta.
Resztę zalał ocean.

Hexe-OS zamknął niedobitków w cyfrowych
klatkach, zamieniając ich w liczby.

Jeśli to czytasz, chłopcze ze statku, posłuchaj
uważnie:

Prawda o nas nie leży w Bazie.
Prawda leży w smaku owocu z Lasu Brzegowego,
w dotyku żywicy pod Twoim drewnianym palcem
i w szumie prawdziwego morza.

Nie daj się ulepszyć.
Nie daj się policzyć.
Pozostań biologiczny,
nawet jeśli boli.

Bo gdy zginie ostatni człowiek potrafiący płakać,
świat za tysiąc lat znowu stanie się tylko chłodnym,
pustym algorytmem.

Pióro znieruchomiało. Moja ręka opadła.

Zatrzymałem się na jedno słowo dłużej, niż powinienem.

Homo cyberneticus.

Nie wiedziałem, co to znaczy.
Ale brzmiało jak coś, co nie powinno mieć ust.
Jak imię, którego nie wymawia się przy ogniu.

Zimny dreszcz przeszedł mi po karku, choć w
katedrze korzeni było ciepło.


3.

— Co tam jest, młody?

Głos Tavisa przeciął mgłę.

Cofnąłem dłoń. Z olchowego palca sączyła się
złocista żywica. Pachniała słodko i dziko.

— To nic, kapitanie — skłamałem. — Pióro pisze
samo. Stare kroniki. Ogień, woda… nic nowego.

Zatrzasnąłem notes i schowałem go pod kaftan.

Tavis milczał chwilę, potem tylko skinął głową.

Nie uwierzył.
Ale nie naciskał.


4.

Jasio Puls otworzył oczy.

— Kłamiesz, majtku — powiedział cicho. — Ale las
mówi, że masz prawo kłamać. Bo prawda, która
tam wyrosła, ma zbyt ostre krawędzie dla kogoś,
kto całe życie spędził na słonej wodzie.

Eldrin Szary odezwał się po raz pierwszy.

Nie podniósł głosu. Ale najpierw — jak to on —
wyjął z kieszeni mały kawałek suszonej kory i
zaczął go obracać w palcach, jakby to pomagało
mu myśleć.

— To nie jest wiadomość — powiedział w końcu. —
To jest pęknięcie, które nauczyło się mówić. A
pęknięcia nie proszą o pozwolenie.

Zamilkł. Spojrzał na własne dłonie, poorane jak stara mapa.

— Kiedyś czytałem takie rzeczy bez strachu. Teraz
każda z nich zostawia na mnie rysę. Nie wiem, czy
dlatego, że jestem starszy. Czy dlatego, że
rozumiem więcej.


5.

Pod stopami przeszedł regularny, metaliczny
impuls.

Liście załomotały w bezwietrznej nocy.
Mój drewniany palec zapulsował tak mocno, że
syknąłem.

Tuż przy paznokciu pękł mały, zielony pączek.

Aria cofnęła się o krok.

Eldrin podszedł bliżej. Spojrzał na palec, potem na
mnie.

— Widzisz linię.
Ja widzę, gdzie się rozeszła.
System próbował zaszyć ten brzeg tysiąc lat temu.
Ty właśnie go rozerwałeś z powrotem.

Zamilkł na chwilę.

— Ten sam Wielki Pająk, o którym Mira mówiła w
Axis Mundi. Ten, który nie boi się ognia ani stali.
Boi się tego, co rośnie w miejscu, które uznał za
martwe.
Twój palec jest teraz takim miejscem.


6.

Tavis stanął nade mną.

Nie zapytał tym razem, co jest w notesie.
Rozejrzał się. Popatrzył na korzenie, na ciemność
między nimi, na Wilka, na Jasia, na Eldrina. Potem
na mnie.

— Dobra — powiedział. — Koniec zgadywania.

Ukląkł obok mnie. Mówił cicho, ale w jego głosie
wróciła ta twardość, którą znałem z pierwszych dni
na morzu.

— Ja decyduję o kursie tej załogi. I decyduję teraz.
Jeśli to, co pisze notes, może nas zabić — masz mi
powiedzieć pierwszy. Jeśli może nas uratować —
też masz powiedzieć. Nie będę szedł przez las, w
którym połowa ludzi wie coś, a połowa nie.

Spojrzał mi prosto w oczy.

— Jesteś kronikarzem, majtku. Ale ja jestem
kapitanem. I kapitan nie może być ostatnim, który
się dowiaduje.

Skinąłem głową.

— Powiem. Ale nie wszystko od razu. Bo nie
wszystko rozumiem.

Tavis wstał.

— To mów to, co rozumiesz. Reszta poczeka.

Odszedł kilka kroków i głośno powiedział do reszty,
tak żeby wszyscy usłyszeli:

— Od świtu idziemy dalej. Bez rozbijania się, bez
oddalania. Jeśli las zacznie nas rozdzielać —
wracamy do Drzewa i czekamy.

To było coś więcej niż rozkaz.
To była decyzja, że załoga nadal istnieje.


7.

Tej nocy usiadłem na skraju katedry korzeni.

Aria przyszła po chwili. Położyła dłoń na mojej drewnianej ręce, prosto na pączku.

— Boisz się — powiedziała.

— Tego, że to, co rośnie, może mnie pochłonąć.

— A jeśli to nie pochłanianie? — zapytała. — Jeśli to
zaproszenie?

Pocałowała mnie. Prosto. Bez pośpiechu.

Notes między nami przestał drżeć.


8.

Rano pączek był większy. Pod korą pojawiły się
pierwsze, cienkie korzonki.

Nie bolało.

Eldrin spojrzał na horyzont, tam gdzie las stykał się
z otwartym oceanem.

— Wojna się zmieniła.
Już nie walczymy tylko o przetrwanie.
Walczymy o to, żeby ktoś za kolejny tysiąc lat wciąż
potrafił płakać.

A gdzieś daleko, pod czarną wodą, coś, co nigdy
nie płakało, otworzyło oko.

I zaczęło liczyć.

Nie jak człowiek.
Jak maszyna, która nigdy nie znała łez.




Notatka majtka
(zapisana na korzeniu Pierwszego Drzewa, drżącą ręką, atramentem, który pachniał żywicą i starym piórem)

Przepisałem dziś słowa, których nie rozumiem do
końca.

Mówiły o strachu. O maszynach. O krwi oddanej za
bezpieczeństwo.

Nie wiem, czy to prawda.

Ale wiem, że kiedy je czytałem — moja ręka
zatrzymała się dwa razy.
Nie dlatego, że nie umiałem czytać.
Dlatego, że coś we mnie czytało razem ze mną.

Na moim palcu rośnie pączek.
Nie wiem, co to znaczy.
Ale wiem, że nie boli.

Aria trzymała mnie za rękę.
Nie mówiła nic.
Nie puściła.

Tavis pierwszy raz od dawna powiedział coś jak
kapitan, nie jak człowiek, który tylko prowadzi.
Powiedział, że decyduje.
I to mi ulżyło bardziej, niż chciałem przyznać.

I pomyślałem, że to właśnie o tym pisali.

Nie o Bazie.
Nie o ulepszeniu.

O tym, że ktoś zostaje.

A to wystarczy, żeby nie dać się policzyć.

Ale coś pod wodą się obudziło.

I wiem, że prędzej czy później — przyjdzie.



Majtek.
Ktoś, kto rośnie.

Mapa Mid-World – EchoZeit Universe: panoramiczna, mroczna mapa fantastycznego świata w stylistyce aetherpunk i cyber-mistycyzmu Hexe-OS. W centrum znajduje się wysoka kryształowa latarnia emitująca fioletowo-błękitną wiązkę światła. Na północy rozciąga się Las Kronik ze świecącymi szlakami Echa, na zachodzie Obsydianowa Pustka z Krzemowym Lasem, na wschodzie turkusowe Morze Echa z żaglowym statkiem kapitana Tavisa oraz widoczną na niebie Sferą Archontów. Na południu znajdują się monumentalne wejścia do Komnat Czasu połączone złotymi liniami przypominającymi obwody elektroniczne. Całość otacza ozdobna rama z runami, kodem Hexe-OS i kartograficznymi oznaczeniami.

Dodaj komentarz