⌛EchoZeit Universe: KSIĘGA I .  Rozdział 6 – Wojna o Ostatnie Echo

Plakat fantasy science-fiction przedstawiający uniwersum EchoZeit. W centrum stoi tajemnicza młoda kobieta — Aelira, Strażniczka Echa — ubrana w ciemny płaszcz i zbroję, z symbolem zegara czasu na piersi. Za nią rozciąga się futurystyczne, zniszczone miasto połączone z ogromnym mechanizmem zegarowym i kosmicznymi tarczami czasu. W tle widoczny jest mroczny przeciwnik oraz armia Legionu Zerowego Czasu. Scenę otaczają złote runy, wirujące zegary i pęknięcia rzeczywistości. Na dole plakatu widnieje tytuł: „ECHOZEIT UNIVERSE — KSIĘGA I — WOJNA O OSTATNIE ECHO”. Klimat epickiej sagi o wojnie między pamięcią a wymazaniem czasu.

ROZDZIAŁ 6 — Wojna o Ostatnie Echo

Komnata Narodzin zamknęła się za nimi z cichym
westchnieniem.

Nie był to odgłos kamienia.

Brzmiało raczej jak pożegnanie matki, która wie, że
jej dzieci nie wrócą już takie same.

Aelira wciąż słyszała głos swojego brata.

Nie istniał.

A jednak bolał.

Komnaty nie atakowały ciała.

Atakowały pamięć.

I wiedziały dokładnie, gdzie uderzyć.

Rian szedł obok niej z napiętą cięciwą. Nie
opuszczał łuku nawet na chwilę.

Mira dotykała palcami ściany światła, jakby
wsłuchiwała się w puls żywego organizmu.

Orin zostawał kilka kroków za nimi.

Szli przez miejsce, które nie było już korytarzem.

Było wspomnieniem drogi.

Nagle Aelira zatrzymała się.

— Coś jest nie tak.

Rian natychmiast uniósł łuk.

— Legion?

— Nie…

Mira otworzyła oczy.

Po raz pierwszy od początku wędrówki zabrzmiał w
jej głosie prawdziwy strach.

— Coś znacznie gorszego.

Światło wokół nich zadrżało.

Najpierw delikatnie.

Potem gwałtownie.

Jak serce, które zaczęło bić zbyt szybko.

Orin przyłożył dłoń do świetlistej ściany.

Przez chwilę nic nie mówił.

Potem wyszeptał:

— Ona się boi.

Aelira spojrzała na niego.

— Komnata?

— Tak.

— Komnaty czują.

— Oddychają.

— Pamiętają.

— I właśnie teraz się boją.

Mira zamknęła oczy.

— Legion wszedł do Komnaty Straty.

Zapadła cisza.

— To niemożliwe — powiedziała Aelira.

— Komnaty nie wpuszczają obcych.

Mira powoli pokręciła głową.

— Kael nie jest obcy.

— Był Strażnikiem.

— Komnaty pamiętają jego dotyk.

Rian westchnął.

— Świetnie.

— Czyli nasz zdrajca nadal ma klucz do wszystkich
drzwi.

Aelira ruszyła biegiem.

— Musimy tam dotrzeć pierwsi.



Korytarz urwał się nagle.

Przed nimi otworzyła się ogromna przestrzeń.

Komnata Straty.

Powietrze było ciężkie.

Każdy oddech smakował deszczem, który nigdy nie
spadł.

Wokół unosiły się tysiące wspomnień.

Nie świeciły.

Drżały.

Pękały.

Rozsypywały się jak szkło.

Aelira zobaczyła kobietę obejmującą pusty
dziecięcy kocyk.

Starca stojącego samotnie nad grobem.

Dziewczynkę patrzącą na dom, którego już nie
było.

Nie były to obrazy.

To były rany.

Rian przełknął ślinę.

— Nigdy nie czułem czegoś tak ciężkiego.

— To Komnata Straty — odpowiedziała Mira.

— Ona pamięta wszystko, co czas odebrał światu.

Orin zatrzymał się.

Jego dłonie zadrżały.

— To tutaj umarł mój świat.

Aelira zrobiła krok w jego stronę.

— Orin…

— Nie.

Nie odwrócił wzroku.

— Jeśli teraz się zatrzymam…

— zostanę tutaj na zawsze.



Krzyk przeciął powietrze.

Nie należał do człowieka.

Nie należał do Echa.

Brzmiał tak, jakby samo wspomnienie nauczyło się
cierpieć.

Z mgły wyłonił się Legion Zerowego Czasu.

Ich zbroje były popękane.

Światło Komnaty odrzucało ich przy każdym kroku.

Jeden z wojowników padł na kolana.

Patrzył przed siebie.

— Nie…

Wyciągał ręce do kogoś, kogo widział tylko on.

Po jego policzkach płynęły łzy.

A chwilę później podniósł miecz przeciwko
własnym towarzyszom.

Mira wyszeptała:

— Komnata nie walczy z nimi.

— Pokazuje im wszystko, co utracili.

Aelira zrozumiała.

To nie była kara.

To była prawda.

Rian uśmiechnął się ponuro.

— Wreszcie mają przeciwnika, którego nie da się
zabić.

Orin pokręcił głową.

— Nie ciesz się.

— Kael nie jest taki jak oni.



Mgła rozstąpiła się.

Kael wyszedł z niej spokojnym krokiem.

Nie wyglądał na zmęczonego.

Nie wyglądał na przestraszonego.

Wyglądał…

jak człowiek, który wrócił do domu.

Aelira poczuła ukłucie bólu.

Przez krótką chwilę zobaczyła dawnego Kaela.

Strażnika.

Przyjaciela.

Potem zniknął.

— Kael…

Jej głos zadrżał.

— Zatrzymaj to.

Spojrzał na nią z łagodnym smutkiem.

— Nie mogę.

— Strata jest początkiem wszystkiego.

— A ja muszę wrócić do początku.

Rian napiął cięciwę.

— Oddaj Echo.

Kael uśmiechnął się.

Nie z pogardą.

Z litością.

— Echo?

Spojrzał na Aelirę.

— Ja już go nie szukam.

Zapadła cisza.

— Więc czego szukasz?

Kael odwrócił wzrok ku głębi Komnaty.

— Tego, co istniało przed pierwszym Echo.

— Tego, co czas ukrył nawet przed samym sobą.

Mira pobladła.

— Nie…

— Chcesz odnaleźć…

— Komnatę Dwudziestą Piątą.

Kael skinął głową.

— Wreszcie ktoś zrozumiał.

Aelira cofnęła się o krok.

— Komnat jest dwadzieścia cztery.

— Dwudziesta Piąta nie istnieje.

Kael spojrzał prosto w jej oczy.

— To właśnie dlatego…

— tak długo mnie woła.

W tej samej chwili całe światło Komnaty zgasło.

Po raz pierwszy od początku ich podróży zamilkły
wszystkie wspomnienia.

Jakby nawet czas bał się usłyszeć tę nazwę.

A potem Komnata Straty zaczęła krzyczeć.

Światło pękało.

Wspomnienia rozpadały się na odłamki.

Przeszłość i przyszłość zderzyły się ze sobą.

Aelira zrozumiała.

Jeśli Kael przekroczy tę granicę…

Wojna o Echo dopiero się rozpocznie.

Alt text: Cinematiczna, mroczna kompozycja w stylu futurystycznej technomistyki, podzielona na trzy części. W górnym panelu unoszą się monumentalne, geometryczne „komnaty czasu” w otchłani kosmosu, otoczone neonowymi strumieniami danych przypominającymi starożytne runy. Centralnie widnieje świetlista brama emanująca chłodnym, białym światłem, odbijającym się w lustrzanej, czarnej powierzchni. Na dole po lewej stronie ukazana jest enigmatyczna postać kobieca – „wiedźma ery cyfrowej” – o świecących, białych oczach, otoczona złotym kręgiem świętej geometrii i holograficznych wzorów. Jej sylwetkę spowijają półprzezroczyste, falujące tkaniny, a całość emanuje aurą mocy i skupienia. Na dole po prawej stronie znajduje się zdekonstruowana klepsydra, w której piasek przemienia się w cyfrowy pył i binarne symbole, opadające w surrealistycznym krajobrazie o chłodnej, niebiesko-srebrnej tonacji. W centrum kompozycji pulsuje świetliste echo, sugerujące przepływ czasu i energii. Na obrazie widnieje napis: „ECHOZEIT UNIVERSE — Mythology of Time & Echo”.

Zostaw odpowiedź